Florencja 3

Jakoś tak coś ten wzór ma w sobie, że wzbudza pozytywne uczucia!
Zrobiłam kolejną Florencję, tym razem w wersji red wine 🙂


Wszystko w tej chuście było ekspresowe 🙂
Najpierw dostałam ekspresowego maila od koleżanki, że na prawie już potrzebuje szala na prezent,
błyskawicznie wybrałyśmy włóczkę – Holst Garn Titicaca czyli alpaka w wersji 100%.
Chwilę zajęło, zanim dotarła,
ale jak już ją dostałam, dzierganie zdominowało wszystkie moje wolne chwile 🙂

Dziergałam i dziergałam, przez te nupki szło średnim tempem, ale szło.
Wciąganie nitek za to było prawie najszybsze z możliwych – raptem 4 sztuki!
Potem blokowanie,
i już właściwie gotowe do wysyłki 🙂

Ale oczywiście chciałam wcześniej zrobić zdjęcia!
Dzień krótki, człowiek w pracy – nie było łatwo …

Rozstawiłam plastikową panią przy płocie,
był taki piękny, słoneczny, mroźny dzień, z tych zimowych,
kiedy niebo robi się intensywnie niebieskie, powietrze przejrzyste,
i wszystko rzuca bardzo czarne cienie.

No i wzięłam się za zdjęcia.
Robiłam je sobie relaksacyjnie przez parę minut, aż na swoje szczęście odwróciłam się i spojrzałam w niebo.
Idealnie błękitne, bez żadnej chmurki, czyli bez żadnej możliwości, że zasłoni mi coś słońce i będę stała na tym mrozie i czekała, aż się układ na niebie zmieni.
Ale to była tylko połowa prawdy!

Bo choć godzina całkiem wczesna, tak około trzynastej – to słoneczko już właściwie prawie się chowało za budynek naprzeciwko!!!
Po ziemi już pełzł w moją stronę cień tego budynku, jeszcze metr, dwa i wejdzie na plastikową panią!!!
Dostałam niesamowitego przyspieszenia,
tak błyskawicznie to zdjęć chyba jeszcze nie robiłam 🙂

Wyginałam się i przeginałam, bo dla urozmaicenia jeszcze i mój cień ciągle wchodził w paradę, ale z nim już postanowiłam nie walczyć tak zawzięcie.
Dlatego na większości zdjęć jest jeszcze aparat i kawałek mnie.
Oraz dość monotonny układ szala, pośpiech zupełnie nie sprzyjał twórczemu drapowaniu go na ramionach plastikowej pani.

Na sam koniec jeszcze, gdy już tylko pół słońca zza budynku wyglądało i brzuch plastikowej pani zaczynał tonąć w mroku (patrz zdjęcie wyżej), a ja pstrykałam zdjęcia coraz bardziej z poziomu gruntu – wymyśliłam ostatnie zdjęcie na płocie.
I popatrzcie na to piękne niebo – jak łatwo można się zasugerować, że pogoda utrwalona, a słońce będzie jeszcze długo świecić!

Wzór chusty nie jest mojego autorstwa!
Można go znaleźć na ravelry, nazywa się Florence, jest po angielsku i raczej potrzebna jest podstawowa znajomość języka, gdyż wymaga trochę pokombinowania zanim się go zacznie.

Jak na początku posta wspominałam  – to moja trzecia Florencja.
Pierwsza była bizantyjsko niebieska.
Druga była w wersji cappuccino.
Ciekawe, czy będzie czwarta 🙂

Pozdrawiam grudniowo i po-Mikołajowo – zjadłyście już wszystkie słodycze od Świętego?
Ja jeszcze nie, choć dość mocno się staram!!!

🙂

🙂

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, szal i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.