Delectable. Pejzaż zimowy.

Czerwona chusta chodziła za mną już od jakiegoś czasu.
Taka ognista, choć bez przesady. Nie żadne jaskrawości bijące po oczach, raczej głębokie nasycenie koloru plus coś łagodniejszego do przełamania wrażenia.
Wymyśliłam sobie też tło, na jakim chcę tę czerwień pokazać, a mianowicie pejzaż zimowy:
śnieg, ciemnobrunatne gałęzie drzew i ta moja chusta jako jedyny kolorowy akcent.
I jak to z planami bywa,
wyszło, co wyszło …

W grudniu trochę śniegu było, pejzaż zimowy się pojawił.
Niestety w totalnej sprzeczności z moim wolnym czasem i możliwościami.
Albo w żaden sposób nie mogłam się urwać na sesję zdjęciową,
albo mogłam i wtedy akurat zaczynało ostro sypać z nieba i wykluczało widoczność,
albo już robiło się ciemno,
albo jeszcze nie zrobiło się jasno,
albo ktoś coś chciał na natychmiast i trzeba było się tym zająć.

A potem śnieg się stopił …

Zima tak utkwiła w moim umyśle, że zlało mi się w jedno: śnieg i mróz, jako jej nierozłączne atrybuty.
Wyczekałam na porządnie zimny dzień, kilka stopni poniżej zera
i w tej swojej mgle mózgowej uznałam,
że to jest właśnie to, czego mi potrzeba.

Pojechałam do lasu, a że okolica u nas typowo piaszczysta, a lasy typowo sosnowe,
to samych brunatnych gałęzi nie znalazłam.

Zresztą, zamarznięta ściółka leśna była tak śliska, że nie ryzykowałam dłuższych wędrówek, ustawiłam się zaraz na skraju zagajnika,
zwyczajowo usunęłam śmieci z pola widzenia
i chuchając w zmarznięte czubki palców (bo reszta dłoni w mitenkach) wzięłam się za robotę.

Dzień był słoneczny,
niebo niebieskie,
sosny zielone,
teren usiany brązowymi liśćmi.

Nie do końca chodziło mi o takie zestawienie kolorów,
ale mróz i ślizgające się niebezpiecznie stopy sprawiły, 
że skapitulowałam.

Wytłumaczyłam sobie błyskawicznie, że to przecież nie jest jedyny raz, kiedy mogę tę moją czerwoność obfotografować,
i możliwe, że jeszcze tej zimy spadnie śnieg.
A jeżeli nie tej, to może następnej?

Na razie zostaje tak jak jest, zamarznięty pejzaż jesienny. I kropka. 

Chusta jest wydziergana ze wzoru, który opublikowałam jakiś czas temu.
Nazywa się Delectable
i jest to dwustronny rogal, który idealnie nadaje się na wszelkie zamotywania.

Zachciało mi się odświeżyć wzór i zobaczyć jak się sprawdza w nowej rzeczywistości.
I muszę powiedzieć, że Delectable przeszło próbę czasu celująco!
Tak wyglądał pierwowzór – TUTAJ.

Włóczka to Kokonek A510, a kolory licząc od środka chusty, czyli od tych najbliżej twarzy to: burgund, czerwień, malaga, kasztan.
Podoba mi się to stopniowe rozjaśnianie czerwieni i przechodzenie do brązu!

Dziergałam z 6 nitek!
Specjalnie do tej chusty zamówiłam dwa identyczne motki 3-nitkowe, robiłam podwójną nitką i grubość chusty wyszła idealna.
Nie jest to chusta letnia, cienka i zwiewna,
nie jest też porządnie ciepła i gruba jak Dobroszka czy Mehmendira robione potrójną nitką.
Świetne rozwiązanie na temperatury w okolicach zera stopni.

Wzór jest oczywiście dostępny, tak jak zawsze na ravelry
albo bezpośrednio ode mnie – pisz wtedy na (y.mleczyk@gmail.com) lub na FB.

Delectable jest stosunkowo proste do wydziergania, głównie oczka prawe i lewe. Jest tam jeden moment, kiedy trzeba się skupić i zrobić coś trudniejszego, ale to akurat miły przerywnik w dzierganiu 🙂

PS. Wszystkie moje wzory można zobaczyć na RAVELRY lub na blogu w poście zbiorczym TUTAJ.
Ravelry jest stroną sprzedażową i tam kupuje się automatycznie, a jeśli ktoś woli ominąć te wszystkie międzynarodowe transakcje i woli tradycyjny przelew na konto, wtedy zapraszam do kontaktu ze mną (y.mleczyk@gmail.com)  lub FB.

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, chusta rogal, wzór po polsku i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.