Pomarańczowa, czyli Nastrucja

Wydziergana w lecie zeszłego roku.
Obfotografowana również wtedy. Zaparłam się wtedy, że zdjęcia bez pomocy białej pani mają być 🙂
Troszeczkę ją sobie ponosiłam dla przyjemności, tak minimalnie.
Na jesieni poleciała do amerykańskiej koleżanki i zaliczyła całą zimę w Nowym Jorku.
Wiosną upomniała się o siebie samą, i zaczęłam pisać wzór.
Konkretnie to w maju było, siedziałam w komisji i działałam ‚poza tematem’ 🙂
Wczesnym latem – testy.
Wzór opublikowany w lipcu, i właśnie wtedy osiadłam na laurach, gdyż w mojej świadomości o Nasturcji na blogu już opowiadałam 🙂

Opowiadałam, było to ponad rok temu, dokładnie 13 września, i Nasturcja jeszcze wtedy nie nazywała się Nasturcja, tylko Pomarańczowa. I tam też umieściłam wszystkie najlepsze zdjęcia, dlatego BARDZO Was PROSZĘ – najpierw kliknijcie TUTAJ, obejrzyjcie Nasturcję w swojej najlepszej formie, a dopiero potem czytajcie dalej 🙂

Gdyż dzisiejsze zdjęcia, przynajmniej niektóre, będą ‚inne’ 🙂
Byłam przekonana, że post o wzorze napisałam.
Przewinęłam bloga do tyłu – i ku mojemu zdziwieniu – nie znalazłam.

Postanowiłam nadrobić niedopatrzenie,
ale
sprawa wygląda tak,
że Nasturcja już od roku na ziemi amerykańskiej,
a mnie zostały po niej wspomnienia i zdjęcia.

Zdjęcia oczywiście bardzo różne,
te najlepsze są w tamtym poście, do którego przeczytania Was tak gorąco zachęcałam we wstępie
(bo pierwsze wrażenie zawsze zostaje!!!),
dublować zdjęć przecież się nie będę i zostają mi ujęcia trochę mniej oficjalne.

PO PIERWSZE – Nasturcja nauczyła mnie, żeby koniecznie zwracać uwagę nie tylko na kolory, kontrast, odpowiednie tło i wyeksponowanie udziergu.
Ważne są także inne drobiazgi,
jak na przykład … zobaczcie same:

 

Ja właściwie nie prasuję, mam niepełnosprawną rękę i prasowanie wybitnie jej szkodzi,
noszę podkoszulki ‚z wody’, i nie zdawałam sobie sprawy,
że niektóre nie do końca się do takiego traktowania nadają…

Sytuację z PO PIERWSZE czasami da się uratować.
Ale tylko czasami …

Najpierw całość obrazu,
dodam, że w ramach dbałości o szczegóły przed robieniem zdjęć umyłam głowę,
żeby mi włoski elegancko od tyłu wyglądały.
Od tyłu rzeczywiście nieźle wyszło, od przodu … jak widać 🙂

 

A teraz wersja uratowana,
czyli przycięta i ulepszona pod względem koloru – grzywki na pół twarzy nie ma, wygniecionego zaledwie fragmencik:

 

Jak widać poniżej – nauczka była potrzebna, a podkoszulek i portki zostały bezpowrotnie wyrzucone 😉

 

PO DRUGIE, te zdjęcia to jakoś tak czasami wyjdą za wcześnie, albo za późno,
nie wtedy, kiedy człowiek na tip top uśmiecha się do aparatu.

Ręce mu się zaplączą w dzianinie:

 

Nie zdąży się zamachnąć:

 

Albo wyprostować, i bardziej namiot przypomina, niż modelkę w eleganckim szalu:

 

I jeszcze w dodatku okazuje się, że choć portki elegantsze, to i tak na 4 literach wiszą …

PO TRZECIE, głupota!
inna definicja problemu to zdanie ‚a tak mnie trochę poniosło …’

że zacytuję poetę:

‚głupota, panie, głupota,
tak czasem człeka omota …’

i ten cytat jest bardzo na miejscu, bo i głupota, i omota razem:

 

Na koniec więc, jako ostatnie zdjęcie, tak żeby Was z moją głupotą nie zostawiać –
Nasturcja w wersji idealnej 🙂

 

Dane techniczne:
7 motków alpaki Dropsa i sporo cierpliwości.
nie trzeba koniecznie robić Nasturcji w wersji XXL, wtedy odpowiednio mniej alpaki i mniej cierpliwości.
Wzór oczywiście i jak zawsze zakłada możliwość dostosowania rozmiaru.
Alpaka Dropsa jakoś tak od przyszłego tygodnia w promocji, o ile dobrze pamiętam o 25%.

Pozdrawiam słonecznie, wietrznie i zakupowo 🙂
mam dostać nagrodę z okazji święta branżowego, w piątek, i awansem wydałam już połowę :)))
czego i Wam z serca życzę :))))))

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.