Sny słodkie i czekoladowe :)

chusta mocno ażurowa, zapowiadana na FB i na Instagramie, wreszcie skończona i wszystkie 200 pikotków elegancko zblokowane 🙂

Chciałam ją zrobić od zawsze, jak tylko zobaczyłam to wykończenie brzegu to wiedziałam, że i ja to kiedyś machnę, no i udało się wreszcie 🙂
włóczka to Juniper Moon Farm Findley, ta sama z której robiłam Florencję, tym razem kolor nazywa się Cocoa. Choć raczej powinna być ‚gorzka czekolada’, bo mocno ciemny jest. Takie kakao bardzo mocno nasycone i bez mleka 🙂

Fajna ta włóczka bardzo, zaczynając od gatunku – 50% jedwab i 50% merynos. Jest super skręcona, nie rozwarstwia się przy robieniu, ma piękny połysk oraz, jako niezwykle miły ukłon w stronę klienta – nie jest sprzedawana w preclach, tylko od razu w motkach gotowych do użycia.
I przyznam się jeszcze, że mam jej tak z 15 kolorów, więc będzie się działo … 🙂 a właściwie już się dzieje, w kolorze granatu. W sensie owocu granatu, a nie fartuszka pierwszoklasisty z dawniejszych czasów.

Wzór nazywa się Sweet Dreams, jest autorstwa Boo Knits i jest bardzo popularny na ravelry. Mnóstwo projektów, co jeden to piękniejszy!

Dzierga się bardzo przyjemnie, najpierw część gładka dość bezmyślna, co ma swoje zalety 🙂
A potem bordiura, już nieco bardziej wymagająca, bo nie jest taka do końca intuicyjna.

No i na końcu pikotki. Jakoś tak mi nie szły tym razem, choć normalnie bardzo je lubię. Podchodziłam do nich na trzy razy zanim skończyłam, i dumna z siebie odłożyłam chustę na bok.
Bo już skończona.
I tak sobie przeleżała cały tydzień zanim zaczęłam blokowanie, a i to zmobilizowana czym innym. To znaczy inną chustą, co do której koniecznie chciałam sprawdzić, jak wyszła (wzór sobie wymyślam, hehe).
I przy tej okazji załapało się kakao 🙂 równiutko 200 pikotków jest, policzyłam przy wyjmowaniu szpilek.

Mam takie dyżurne prześcieradło, na którym od dawna blokuję. Każda chusta zostawia na nim swój ślad, bo niestety KAŻDA z używanych przeze mnie od jakiegoś roku włóczek farbuje.
Te wcześniejsze też farbowały, ale ściślejsze obserwacje prowadzę od zeszłej zimy.
Kakao też lekko się dołożyło do ogólnego plamiasto – impresjonistycznego wyglądu prześcieradła.
Na zdjęciu słabiej widać niż w realu, gdyż te plamki nie są bardzo nasycone. Za to niezwykle malownicze 🙂

A ja potrzebowałam jakiegoś dziergania nieangażującego, tak żeby sobie siedzieć i dość automatycznie przekładając oczka z druta na drut móc w trakcie przemyśleć i poukładać w głowie następne wspólne dzierganie.
Mehmendira okazała się sukcesem, na bieżąco pojawiają się nowe skończone chusty, nikt nie narzeka, że coś nie tak – więc rosną mi małe skrzydełka i tak sobie furkoczą za plecami 🙂

I już właściwie wiem, co będziemy dziergać i dlaczego,
wiem, jaka będzie nagroda,
wiem od czego zacząć i co będzie potrzebne.
Wiem, co muszę przygotować i czekam na słoneczny dzień 🙂
a że ferie świąteczne blisko, to pewnie dam radę, bo dopołudnia będą wolne 🙂

Muszę jeszcze tylko zdecydować się, czy dalej robić to jako wydarzenie na FB, czy lepiej założyć grupę i tam działać na bieżąco, z każdym kolejnym wspólnym dzierganiem w tym samym miejscu.
A nie z nowym wydarzeniem do każdego dziergania.
Obie opcje mają swoje zalety, i tak się waham na razie.
Co byście wolały???

Pozdrawiam przedświątecznie!!! nie przepracowujcie się zanadto 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.