Akcesoria, akcesoria

Prezentacja udziergów jest zawsze dla mnie wyzwaniem!
Lubię szukać nowych miejsc, które będą w jakiś sposób współgrać z dzianiną,
czy to kolorem,
czy fakturą,
czy też nastrojem.
Czasami lubię stawiać na kontrast, innym razem wybieram za tło białą ścianę.
Jakiś czas temu wpadłam na pomysł wykorzystania różnych akcesoriów dodatkowych i powolutku gromadzę sobie kolekcję korali, naszyjników, zapinek i broszek.

Jest to bardzo ciekawe wyzwanie, gdyż ja z natury jestem całkowitym zaprzeczeniem takiego stylu.
Nie noszę właściwie żadnych ozdób, czasami tylko kolczyki.
Choć stwierdzenie czasami jest mocno na wyrost.
Prawda jest taka, że co jakiś czas zarastają mi dziurki w uszach i muszę na nich dokonywać drobnych zabiegów chirurgicznych.
Bo jednak chcę te kolczyki nosić.
Tylko mi nie wychodzi.

Zasadniczo to ja akcesoria bardzo lubię.
Ale u innych.
Uwielbiam patrzeć, podziwiać, omawiać.
Jednocześnie,
skoro sama nic nie noszę ani nie kupuję,
to jakoś nie wyrobiło mi się wyczucie, czy może poczucie pewności, że coś jest w porządku, a coś innego nie do końca.

Choć może jeszcze inaczej.
Zawsze najbardziej podobały mi się rzeczy spoza głównego nurtu modowego,
i czasami było w nich rzeczywiście to coś,
a czasami nie.
I stąd ta lekka niepewność.

Na początek mojej przygody z dodatkami wybrałam się na zakupy.
Gruby brązowy naszyjnik wzbudził mój zachwyt,
obfotografowałam go z żółtą, lekko tweedową Pioną i uznałam,
że to jest coś!

Dla potwierdzenia (lub podważenia) swojego zachwytu opublikowałam zdjęcia na anglojęzycznym forum i zadałam pytanie, czy taka prezentacja z dodatkami jest ciekawsza niż bez nich, a jeśli z dodatkami, to czy taki styl jest ok.

I co się dowiedziałam?
Że opinie podzieliły się właściwie dokładnie pół na pół!

Anglojęzyczne mają to do siebie, że potrafią szczerze napisać swoje zdanie,
nie krygują się tak jak my,
nie owijają w bawełnę,
tylko walą prosto z mostu.

I to w nich cenię!
Zawsze jeżeli potrzebuję opinii na jakiś temat – pytam się po angielsku i dostaję prawdziwą różnorodność, do wyboru, do koloru.

Zwolennicy brązowego naszyjnika twierdzili, że:
duże korale są w modzie,
dodają optymizmu i nowoczesnego wyglądu całości,
przyciągają uwagę,
kolory dobrze współbrzmią ze sobą.

Przeciwnicy brązowych korali dla odmiany uważali, że:
naszyjnik owszem,
ale nie taki duży,
i nie taki gruby,
i nie taki ciężki,
lepszy byłby złoty łańcuszek lub ewentualnie naszyjnik,
ale z mniejszych koralików,
bardziej kobiecy,
delikatniejszy.

Była też opcja trzecia, której zdanie było najradykalniejsze:
żaden naszyjnik nie jest potrzebny,
odciąga uwagę od chusty,
i w ogóle nie ma co ulepszać czegoś, co już jest dobre samo w sobie.

Poczytałam sobie komentarze,
pomyślałam
i wyciągnęłam jedynie słuszny wniosek:
rób tak, jak Ci serce dyktuje.
Oraz
postaw na różnorodność i pełną otwartość na nowe pomysły.

I to właśnie jest piękne!

Na zdjęciach chusta według wzoru Piona.
Wykonana z Liloppi Torra kolor numer 507.
Włóczka jest przepiękna, przetykana delikatnymi drobinkami i genialnie współgra ze wzorem. Robi się z niej bardzo przyjemnie, chusta nosi się świetnie.
Wzór na Pionę jest dostępny na ravelry.
Jest też dostępny bezpośrednio ode mnie i wtedy kosztuje 20 złotych,
kontakt y.mleczyk@gmail.com lub przez FB.

PS. Wszystkie moje wzory można zobaczyć na RAVELRY lub na blogu w poście zbiorczym TUTAJ.
Ravelry jest stroną sprzedażową i tam kupuje się automatycznie, a jeśli ktoś woli ominąć te wszystkie międzynarodowe transakcje i woli tradycyjny przelew na konto, wtedy zapraszam do kontaktu ze mną (y.mleczyk@gmail.com)  

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusty trójkątne, wzór po polsku i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.