Randia. Wzór po polsku.

Lato powoli przechodzi w niebyt, wyjątkowo wcześnie w tym roku.
Tym bardziej więc się cieszę, że udało mi się prawie w ostatnim momencie skorzystać z pięknej pogody i gorącego słońca i obfotografować moją Randię w pięknych okolicznościach podgórskich.
A konkretniej na Pogórzu Dynowskim, u wrót Bieszczad.

Pojechałam w odwiedziny do Kumpeli, czyli do tej mojej najważniejszej i najkochańszej przyjaciółki, na której cześć powstała chusta Kumpela. 
Kto nie pamięta – zapraszam TUTAJ.

Oczywiście wzięłam ze sobą chusty, nie mogłabym przepuścić okazji do robienia zdjęć na tle tak pięknych krajobrazów.
Chusty, dobrze czytacie.
Liczba mnoga.
Tak się bowiem składa, że Randia posiada jeszcze dwie siostry … bliźniaczki? czy może trojaczki?
Nie bardzo wiem, jak to jest z tym pokrewieństwem, fakt jest taki, że jest ich trzy.

Do prezentacji wzoru została wytypowana siostrzyczka środkowa, a najstarsza i najmłodsza pojawią się niebawem.

Ale wróćmy do mojej podróży.
Całe dopołudnie spędziłyśmy na gadaniu, gadaniu, gadaniu … 
A że świat wokół piękny, a pogoda zachęcająca, wybrałyśmy się na spacer.
Cóż, łatwo nie było!
Niby górki malutkie,
niby ledwo ponad 500m npm,
a stromizny takie, że dało się albo iść, albo gadać.
Jedno i drugie na raz zupełnie nie wchodziło w grę, przynajmniej w moim przypadku.
Kumpeli, jako tamtejszej, szło się i gadało dużo lepiej.

Zdobyłyśmy szczyt i usiadły wyczerpane, zasapane, zgrzane i upocone.
Widoki przed nami przepiękne,
tematów do rozmów nie brakuje,
życie się uśmiecha, wiaterek chłodzi, ptaszki poćwierkują.

A ja przy okazji obserwuję usytuowanie słońca i wybieram miejsca, w których ustawię białą panią z udrapowaną na niej Randią.

A potem zeszłyśmy z góry.
Potem był obiad.
Potem pożegnanie.

Stanęłam przy samochodzie gotowa do akcji, 
rozejrzałam się po niebie
i pojęłam, że muszę zweryfikować wszystkie swoje plany.

Od rana słońce zmieniło usytuowanie i znajdowało się dokładnie w odwrotnym ustawieniu względem tego, co było mi potrzebne.
Zrozumiałam, że muszę przebić się na wzgórza naprzeciwko, inaczej nici ze zdjęć.
Innymi słowy:
mam zjechać na sam dół do głównej szosy,
przejechać na drugą stronę,
wjechać na wzgórze przed sobą, możliwie na sam szczyt
i ustawić się twarzą do miejsca, w którym mieszka Kumpela.

W sumie proste.

Cóż, takie bardzo proste nie było.

Cel, jak widać, osiągnęłam,
ale ile po drodze sobie pozwiedzałam, to moje!
Kluczyłam sobie i kluczyłam, wjeżdżałam na wzniesienia, przejeżdżałam przez pola, wsie i nieużytki, z duszą na ramieniu przedarłam się okropnie wąską i krętą dróżką przez świerkowy las, cały czas widziałam w wyobraźni samochód nadjeżdżający z naprzeciwka i nieuniknione zderzenie czołowe, podziwiałam widoki i nigdzie nie mogłam trafić na kawałek spokojnego miejsca.
Bez zabudowań, bez drzew i zarośli, z jakimś miejscem do zaparkowania i ze słońcem po właściwej stronie.

Wreszcie udało się!
Wyjęłam białą panią, ustawiłam, ubrałam w Randię,
Nie zdążyłam sięgnąć po aparat, a już musiałam zrobić przerwę i przeparkować samochód, bo blokował wyjazd z posesji.

A potem wzięłam się za Randię. Jedną, drugą, trzecią.
I tak mi się błogo zrobiło od tych widoków, wróciły wspomnienia młodych lat, kiedy to człowiek, szczupły, silny, wolny i beztroski, spędzał w tych okolicach najpiękniejsze dni wakacji oraz wiosenne i jesienne weekendy.
I wezbrał mi w duszy śpiew:
Bo na to już nie ma rady,
chyba tylko w Bieszczady, 
bo w Bieszczadach słońce lśni,
radość, gdy stokrotkę zerwę Ci!

I tak się rozglądam i rozglądam za tą stokrotką, i nic! żadnych stokrotek!
Cóż robić, pozostało lekko zmienić repertuar, na radość, gdy wrotycza zerwę Ci!

W pewnym momencie pojawiły się dzieci, trzech chłopców na rowerach.
Najpierw przejechali drogą raz, 
zawrócili,
przejechali znowu.
Zatrzymali się i zaczęli przyglądać z dużym zaciekawieniem.

Wreszcie jeden z nich nie wytrzymał, i rozpoczął rozmowę od standardowego pytania o to, co ja właściwie robię.
A potem konwersacja potoczyła się już żywo,
omówiliśmy sposoby spędzania wakacji, dojazdu do szkoły, miejsca zamieszkania wszystkich ich znajomych, asortyment w sklepie spożywczym, pogodę w lecie i ilość śniegu w zimie oraz usytuowanie szkoły, cmentarza i kościoła. 
Bardzo miłe chłopaczki, lat siedem, osiem i dziewięć.

Ale wróćmy do Randii, to przecież jej premiera.

Chustę robi się bardzo fajnie, najlepszy dowód to fakt, że z marszu zrobiłam trzy sztuki!
Zazwyczaj już po dwóch egzemplarzach stwierdzam, że wystarczy, a tutaj z rozpędu trzecia wskoczyła na druty.

Wzór jest prosty i powtarzalny, anglojęzyczne określają ten typ chust słowem infinity, czyli takie, które można robić w nieskończoność. Nie ma określonego momentu, w którym trzeba się zatrzymać.
I właśnie ta myśl mi przyświecała przy wymyślaniu Randii, żeby wzór pasował do wszystkich gradientów, i żeby można było wykorzystać wszystkie kolory w motku.

Drugą cechą charakterystyczną Randii jest jej dwustronność.
Z jednej strony wzór jest bardziej ażurowy, to strona prawa – patrz zdjęcie powyżej.
Z drugiej strony wzór jest bardziej strukturalny, to strona lewa, na zdjęciu poniżej.

Moją Randię zrobiłam z motka, który wygrałam od Zakręconych Motków.
Byłam w wielkim szoku, 
że to właśnie ja zostałam wytypowana do nagrody,
oraz przeszczęśliwa, bo motek po prostu przecudny, a kolory skomponowane genialnie!

Motek ma symbol S12, jest to bawełna / akryl, można go obejrzeć TUTAJ.

Wyrobiłam całe 1000m, ostatni pełny kolor to już plisa brzegowa, i powiem Wam, że to jest bardzo przyjemne uczucie, kiedy po zamknięciu oczek zostaje metr czy dwa włóczki.

Robiłam z 3 nitek, chusta jest taka akurat w sam raz,
nie za gruba, nie za cienka,
nie nazbyt ażurowa, a jednak z dziurami.
Pasuje na lato i pasuje na porę przejściową.
Pasuje też na zimę, ale w takim przypadku lepiej wybrać cieplejszą włóczkę,
merynosa, wełnę, alpakę.

Chusta może też być jednokolorowa, wtedy wzór będzie bardziej wyraźny.

Wzór jest dostępny na ravelry, po polsku i po angielsku.
Jest też dostępny bezpośrednio ode mnie i wtedy kosztuje 20 złotych, kontakt y.mleczyk@gmail.com lub przez FB.

Jako, że to premiera – jest oczywiście promocja, minus 20% od ceny regularnej, i potrwa ta promocja do 2 września 2021.
Ravelry nalicza ją po wpisaniu kodu Randia,
a przy kontakcie osobistym naliczam ją sama,
wzór kosztuje wtedy 16 złotych.

PS. Wszystkie moje wzory można zobaczyć na RAVELRY lub na blogu w poście zbiorczym TUTAJ.
Ravelry jest stroną sprzedażową i tam kupuje się automatycznie, a jeśli ktoś woli ominąć te wszystkie międzynarodowe transakcje i woli tradycyjny przelew na konto, wtedy zapraszam do kontaktu ze mną (y.mleczyk@gmail.com)  

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusty trójkątne, kokonek, wzór po polsku i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.