Z wizytą u Lubomirskich i Potockich. Gazanka.

U Potockich?
U Lubomirskich?
czyli gdzie dokładnie?

w Łańcucie!

to jedna z naszych największych podkarpackich atrakcji, z racji zamku, powozowni i przepięknego parku.
Łańcut jest też znany w bliższej i nieco dalszej okolicy z oddziału zakaźnego, i to właśnie było powodem mojej wizyty w mieście Lubomirskich.
A korzystając z okazji, wzięłam też na wycieczkę Gazankę, najnowszą chustę!

Powyżej, jako zdjęcie tytułowe, Gazanka na platanie.
Drzewo przeogromne, i choć Gazanka do najmniejszych nie należy, jakoś tak dziwnie miniaturowo przy nim wygląda.

A teraz do rzeczy i chronologicznie.
Pojechałam do Łańcuta do taty, zawieźć mu trochę rzeczy i pomachać z ulicy, bo przecież oddział zakaźny jest całkowicie zamknięty.
Wizyta przebiegła sprawnie, widzenie trwało około 3 minuty, bo tyle tato dał radę ustać przy oknie.

Wyruszając z domu wiedziałam, że ta wizyta będzie bardzo krótka i od razu postanowiłam skorzystać z pobytu w tym pięknym mieście i pochodzić sobie po parku zamkowym.
Samego zamku nie miałam zamiaru zwiedzać, to stały punkt programu gdy mam jakichś gości z daleka, tym razem miała być wizyta czysto rekreacyjna.
Spacer po dobrze znanym terenie.

Wzięłam ze sobą Gazankę.

Wzór będzie co prawda dostępny dopiero za tydzień, ale chustę pokazuję już dziś, trafiły się takie piękne okoliczności przyrody, że nie warto czekać.

Wszystkie trzy zdjęcia powyżej to ten sam platan. Monumentalny!

Park jest przepiękny i przeogromny.
Weszłam jakąś dalszą bramą, przede mną rozciągały się przestrzenie poprzecinane alejkami, drzewa prawie same liściaste, i co jedno to potężniejsze.
Ruszyłam przed siebie zachwycając się otoczeniem.

Idę sobie, idę, drogi jakby nie ubywa, lekko pofałdowane połacie trawy, drzewa … i nic więcej.
Gdzie ten zamek? myślę sobie i dziarsko maszeruję.
Rozglądam się na boki, nie ma go nigdzie.
Drzewa nie pozwalają widzieć dalej, zieleń nieprzenikniona.
Tylko od czasu do czasu prześwituje jakiś ceglany mur, ogrodzenie pewnie,
Postanawiam skorzystać w drodze powrotnej i zrobić Gazance tam zdjęcie.

Idę dalej, idę.
Doszłam do storczykarni. 
Zamknięta.
Zamku ani śladu …

Coraz bardziej zgryźliwie myślę sobie, że Lubomirscy to na te kilometry wybierali się konno, a nie drałowali na piechotę.

Znalazłam Szkołę Muzyczną.
Piękny budynek, zabytkowy, sama przyjemność tam się uczyć.

Ale gdzie ten zamek???

Znalazłam plan terenu.
Niestety.
Stanowił biało – szarą nieczytelną mozaikę, 
wyblakł na słońcu i rozmył się od deszczu.

Zamku ani śladu.
Nogi zaczynają mi się buntować i odmawiać posłuszeństwa.

Znalazłam korty tenisowe,
jakiś budynek w remoncie.

Doszłam do ogrodzenia i postanowiłam się go trzymać.
Przecież zamek jest tuż przy bramie, jak obejdę park wokoło, to wreszcie na niego trafię!!!

Idę sobie, idę, i rozmyślam nad tym czymś dziwnym, które mnie właśnie dotknęło.
Przecież mam bardzo dobrą orientację w przestrzeni.
Przecież zawsze trafiam tam, gdzie chcę, 
zwłaszcza, jeżeli już tam kiedyś byłam.
Przecież byłam w tym miejscu wiele razy!!!
No GDZIE TEN ZAMEK ???

Idę sobie, idę. 
Między drzewami ciągle pojawia się ten ceglany mur, 
to pewnie to ogrodzenie tam zakręca …

Coraz bardziej niemrawo myślę:
Gdzie ten zamek ?

Już nawet nie mam siły się na siebie irytować …

Zamek zniknął, niestety.

Wreszcie …

JEST !!!

Dotarłam.
Ceglany mur, który pojawiał się między drzewami, to wcale nie ogrodzenie, tylko zwieńczenie fosy.
A ja, głupie cielątko, obeszłam sobie ładnie cały zamek wokoło,
ale w takiej odległości, że nie dałam rady go zauważyć przez drzewa …
Ech …

Wyszłam na Oranżerię i ogród różany.
Bardzo lubię to miejsce, zawsze z wielką sympatią patrzę na tę zieloną ozdobną kratkę na murze i nad przejściem, coś przepięknego.
Tutaj na zdjęciu akurat nie widać zbyt dobrze, jest za daleko, a na bezpośredni teren zamku nie wchodziłam.

Obfotografowałam Gazankę i odetchnęłam z ulgą, że jednak ten zamek znalazłam.
Ruszyłam wzdłuż fosy, 
teraz już nie miałam żadnych wątpliwości co do kierunku marszu.

Na dnie fosy widać taki jaśniejszy ślad, jakby coś tamtędy przejechało.
I rzeczywiście.

Jeździł sobie tam taki jakiś wytwór współczesnej cywilizacji,
nie mam pojęcia, co to było:
wielkości drewnianej skrzynki na jabłka,
na kołach,
bezzałogowe, działało jakimś własnym napędem
i nie wiadomo po co jeździło po dnie fosy.

Wzbudzało duże zainteresowanie społeczeństwa, głównie panów.
Panie próbowały odwrócić ich uwagę i skierować ją na kompleks pałacowo-zamkowy, bezskutecznie.

Nie wnikałam w zdobycze cywilizacji, dużo przyjemniej patrzyło mi się na gniazdo rodzinne Lubomirskich i Potockich.

Jakby nie było, przed pierwszą wojną zaliczało się do najbardziej luksusowych rezydencji w Europie i gościło głowy koronowane oraz wielu przedstawicieli znakomitych rodów arystokratycznych.

Droga powrotna była krótka, 
obleciawszy wcześniej cały park dookoła, teraz został mi już tylko niewielki odcinek 😀

Gazanka na każdym zdjęciu w podobnej pozie, 
często z daleka i nie widać konkretów, głównym tematem zdjęć jest to, co za Gazanką.
Ale to tylko zajawka.

Za tydzień będą porządne zdjęcia z Gazanką na pierwszym planie
oraz szczegóły na temat wzoru.

Pozdrawiam serdecznie!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, chusty trójkątne, wzór po polsku i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.