Nowa odsłona. Plus konkurs.

Jednym z moich najpierwszych i chyba najbardziej ulubionych wzorów jest Wild Pink. Dziergałyśmy go wspólnie jakiś czas temu, więc całkiem sporo czytelniczek bloga ma z Wild Pinkiem doświadczenia osobiste, mam nadzieję, że równie pozytywne jak moje.

Chustę noszę po dziś dzień, bardzo ją lubię i wcale mi się nie nudzi.
Ostatnio do niej wróciłam z powodów, które myślę że i Was zainspirują.

Dzisiaj rzecz będzie o blokowaniu.
Jest to czynność konieczna.
Ażur po prostu trzeba zblokować, inaczej szkoda się męczyć tymi wszystkimi dwoma i trzema razem.

Większość dziewiarek za blokowaniem nie przepada.
Jest to czynność wymagająca czasu, cierpliwości i ciągłej zmiany pozycji.
Często wykonywana na klęczkach, w skłonie lub pochyleniu, kolana bolą, w krzyżu zaczyna łamać, palce dziurawią się od szpilek.

Osiągnięcie idealnego upięcia też nie jest łatwe, po pierwsze wymaga wygospodarowania odpowiedniej powierzchni, co nie zawsze bywa łatwe, zwłaszcza na mniejszych metrażach.
Po drugie, wymaga zrozumienia i tolerancji ze strony współmieszkańców, którzy mają wyłączony z użytkowania spory kawałek przestrzeni, czy to na podłodze czy na którymś z mebli.

Po trzecie, blokowanie wymaga sporej aktywności: przepinania szpilek, naciągania, zmieniania i korygowania niedociągnięć.
Niedociągnięć w sensie dosłownym
oraz
niedociągnięć w sensie koncepcyjno-wyobrażeniowym.

Ja osobiście blokuję albo na łóżku, na którym śpię, albo na kanapie w salonie.
Jeżeli wybieram łóżko, to zwykle do cienkich udziergów, upinam rano i leży sobie przez cały dzień. Wieczorem jest suche, a ja mam gdzie spać.

Jeżeli mam zblokować coś grubszego, to zazwyczaj na kanapie – grube dłużej schnie i potrzebuje więcej czasu. Upinam wieczorem, leży sobie przez całą noc i jeszcze pół dnia, wracam z pracy i zdejmuję ze szpilek.

I w tym kontekście opowiem Wam o dyskusji na temat blokowania prowadzonej przez anglojęzyczne, a konkretnie o jednej wypowiedzi.
Otóż,
owa dziewiarka napisała bardzo długą wypowiedź o swoich sposobach na blokowanie.
I okazuje się, że choć w zarysach wszystkie metody są podobne, to jednak jej pomysły w szczegółach różnią się od powszechnie stosowanych.

Przede wszystkim, moczy udziergi po kilkanaście godzin, a potem nie zawija ich w ręcznik, żeby usunąć nadmiar wody, tylko upina takie prawie że jeszcze kapiące.
Następnie przypina, tak standardowo, jak my wszystkie.
I na koniec najciekawsze:
zostawia taki upięty udzierg na … tydzień!
Według niej wełna, mimo że wydaje się już idealnie sucha, to jednak idealnie sucha nie jest!
Na poparcie swojej tezy podała przykład szali, które blokowała kilkanaście (!!!) lat temu i które nadal zachowują swój pierwotny kształt.

Muszę przyznać, że poczułam się nieco skołowana tymi kilkunastu latami!
Wstałam i poszłam do szafy zbadać swojego Wild Pinka.
Wykonany niecałe 5 lat temu, jeden z moich ulubionych, leżał sobie na półce i czekał, aż dojrzeję do prania. Ja dojrzeję, on dojrzał już jakiś czas temu.

I naszła mnie refleksja dwutorowa.
Przede wszystkim na temat noszenia chusty przez kilkanaście lat bez prania.
Jakieś takie niesprecyzowane uczucia we mnie wywołała.
A potem rozwinęłam i obejrzałam Wild Pinka. Nie wyglądał na świeżo zblokowanego, oj nie. Trochę jednak te lata i chwilami intensywne użytkowanie się na nim odbiły.

Z determinacją wrzuciłam go do miski z wodą.
Natchniona rewolucyjnym duchem byłam gotowa moczyć go przez dobę, a potem suszyć przez siedem. Dób.

Po czym zaczęłam kalkulować na kiedy się poumawiałam ze znajomymi i którzy będą chcieli oglądać całe mieszkanie, a którzy będą się gościć w salonie.
Wyszło mi, że w najbliższym czasie nijak tych siedmiu dób nie da mi się bezboleśnie uzyskać i postanowiłam skierować rewolucję na nieco inne tory.

Upięłam sobie dzióbki po nowemu. 
Zmiana niby niewielka, trochę bardziej pracochłonna jedynie.
Stara wersja wyglądała tak:

Długie pojedyncze dzióby, wyraźne, konkretne i zdecydowane.

A nowa wersja wygląda tak:

Dzióbki zrobiły się rozgałęzione, ażur się mocniej otworzył, chusta sprawia wrażenie mniej głębokiej i delikatniejszej.

Kolor jest nadal ten sam, nowa wersja była fotografowana w zimowym słońcu i wyszła dużo bardziej czerwona niż w rzeczywistości.

Chusta schła od rana do wieczora. I możliwe, że coś jest w tym długim suszeniu, gdyż nie trzyma formy tak idealnie jak zaraz po zdjęciu ze szpilek.
Na pewno wypróbuję ten nowy pomysł!

A teraz KONKURS!
Ostatni konkurs na rozpoznanie bohatera narodowego po butach okazał się bardzo prosty.
Ten chyba taki prosty nie będzie.
Pytanie konkursowe brzmi:
Czy wśród rowerów pokazanych w tle znajduje się rower autorki Wild Pinka?
A jeżeli tak, to który?

NAGRODA to oczywiście wzór na Wild Pink lub na inną dowolnie wybraną.

PODPOWIEDŹ: rower, jako element nieodzowny przy zdjęciach w plenerze czasami łapał się w kadr i bywał parę razy pokazywany na blogu 🙂

Trudne zadanie, prawda?

Odpowiedzi proszę przesyłać na maila (y.mleczyk@gmail.com) lub na FB do przyszłego wtorku, czyli do publikacji następnego posta.

Wzór jest rozpisany po polsku i po angielsku, są też do niego posty na blogu, które pomagają się ogarnąć przy zaczynaniu i tłumaczą, o co tak konkretnie chodzi w ażurach.
Wiele osób robiło tę chustę jako pierwszy prawdziwy ażur i dały radę, choć przyznaję, że nie bez bólu czasami 🙂

Wzór jest dostępny na ravelry oraz bezpośrednio ode mnie (y.mleczyk@gmail.com), kosztuje standardowo 20zł, są w nim wszystkie informacje potrzebne do samodzielnego wykonania Wild Pinka, opis słowny, schematy oraz gwarancja pomocy indywidualnej w razie potrzeby 🙂

Pozdrawiam bardzo serdecznie i Wild Pinkowo!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, chusty trójkątne, wzór po polsku i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.