Blada T.

Było to już jakiś czas temu, na wiosnę.
Jak widać po zdjęciu, wzór coś jakby znajomy, tylko kolor nie ten sam.
A jak można zorientować się podanej w pierwszym zdaniu pory roku, jakoś dziwnie ta chronologia blogowa wypada.

A było tak:
Coś mnie wzięło na Malabrigo.
Przeszukałam zasoby sklep-iku i skompletowałam koszyk, po czym w ostatniej chwili, tuż przed zatwierdzeniem zamówienia zorientowałam się, że coś te kolory to ja bardzo tendencyjnie wybieram, i zawsze takie same lub podobne.

Też tak macie? ulubiony zestaw kolorów i najwyżej odcienie lekko się różnią przy kolejnych zakupach?

Skompletowałam koszyk po raz drugi i tym razem było już zupełnie inaczej. Powybierałam sobie kolorki, o jakie wcześniej moje oko nawet nie zahaczyło.

Z dużym entuzjazmem czekałam na dostawę i rzeczywiście, nie zawiodłam się – włóczki bardzo przyjemne, a najfajniejsza z nich to Lace w kolorze Pink Frost.
Taka delikatna i subtelna.

Nawet tego Pink Frosta nie chowałam do pudełka, tylko zostawiłam na wierzchu, żeby cieszył oko i przysparzał natchnienia.

I przysporzył.

Błyskawicznie w dodatku.

Jak wszyscy pamiętają, 8 kwietnia rozpoczął się strajk w oświacie. To znaczy daty najprawdopodobniej nikt nie pamięta, ale fakt strajku na pewno.
Ja akurat siedziałam na zwolnieniu, więc nieco oddalona od rzeczywistości, ale i tak temat wywołał we mnie wulkan emocji.
Mieszanych bardzo.

Z jednej strony pozytywnych, że tak się to nasze środowisko nauczycielskie zjednoczyło i zmobilizowało, że tyle energii i entuzjazmu się wyzwoliło.
Z drugiej strony negatywnych w temacie sposobu reagowania chyba wszystkich zainteresowanych stron. 
I te negatywne z każdym dniem nasilały się coraz bardziej, niestety. 

Pełna frustracji co chwila sięgałam po komórkę i przeglądałam wiadomości. Temat przyciągał jak magnes, a jednocześnie budził coraz większą zgryzotę i niesmak.

Targana przez silne emocje coraz mniej lubiłam ten świat i samą siebie, i coraz usilniej próbowałam się zmusić, żeby co chwila nie sięgać po komórkę.

Ratował mnie Pink Frost, który tuż przed strajkiem wskoczył na druty. 

Nie miałam do niego serca, ale rozum tłumaczył, że wystarczy parę rządków i mi się odmieni. I rzeczywiście, po parunastu minutach dziergania myśli się uspokajały i robiło się przyjemniej.

Wpadałam w ten tak bardzo przez wszystkie dziewiarki lubiany trans i zadowolona przekładałam oczka.

Prototyp Trajkotki wyszedł całkiem fajny.
Duży, delikatny, mięciutki.

Spróbowałam porobić zdjęcia i okazało się, że ten blady róż to zbyt fotogeniczny nie jest. W dodatku wzorek mi się lekko rozmywał w środkowej części i nie byłam tak do samego końca zadowolona z całościowego efektu.

Zmieniłam kształt na trójkąt, zmieniłam kolor na konkretny fuksjowy i wydziergałam drugą chustę, tym razem już właściwą Trajkotkę.

Zdjęcia Bladej T. robiłam wielokrotnie i w bardzo różnych okolicznościach przyrody.
Zazwyczaj na kilkanaście fotek udawały się dwie lub trzy.
Albo chusta zlewała się z tłem, 
albo tło było zbyt intensywne,
albo pogoda nie taka i słońce za mocne,
albo tego słońca brak …

Długo by opowiadać.
Zaparłam się jednak w sobie i postanowiłam, że nie popuszczę. W końcu trafi się pełen zestaw uwarunkowań, które sprawią, że Blada T. rozbłyśnie urokiem.

I rzeczywiście, prawie się udało!
W naturze chusta jest ciut piękniejsza, ale tylko ciut 🙂

Rozpoczął się wrzesień, miesiąc wytężonej pracy zawodowej.
Jakoś wyjątkowo w tym roku nagromadziło się mnóstwo na raz: mam prawie same nowe klasy, podwójny rocznik, komputeryzacja wszystkiego i co za tym idzie wszystko na początku trzy razy wolniej i trzy razy trudniej. Wiadomo, maszynie zdecydowanie brak tego czynnika ludzkiego, który tak ułatwia pracę i wzajemne relacje.
Dodatkowo jeszcze, wszystkie bez wyjątku dorosłe jednostki ludzkie chodzą złe i warczą na siebie wzajemnie, bo jak już się jedno uda opanować, to automatycznie co innego się spitoli i przestaje działać. Ja wyjątkiem nie jestem, też się irytuję na bezduszne maszyny, ehhh.
Dobrze choć, że uczniowie stanowią przeciwwagę i jest się z kim pośmiać 🙂

Czy uwierzycie, że przez 2 tygodnie nie wzięłam drutów do ręki?
Więcej, nawet nie miałam kiedy do nich zatęsknić!
Że nie wspomnę o pochopnie obiecanym rozwiązaniu konkursu obuwniczego z ostatniego posta … wtedy jeszcze miałam wakacje i więcej czasu, i wydawało mi się, że to się nie powinno drastycznie zmienić!
A zmieniło.

Rozwiązanie konkursu:
Prawie wszystkie odpowiedzi były prawidłowe – na ostatnim zdjęciu Trajkotka pozuje na tle buta Tadeusza Kościuszki, a obok wystaje armata.

Wzór już poleciał do wszystkich zainteresowanych, gdybym kogoś pominęła, proszę się śmiało upominać!!!

Pozdrawiam bardzo serdecznie!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, wzór po polsku i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.