Blaski i cienie życia dziewiarki

Przed publikacją Trajkotki poprosiłam anglojęzyczne testerki o wybór najlepszych ich zdaniem zdjęć. Trajkotka jest fuksjowo-różowa i jakoś nie mogłam utrafić z odpowiednim tłem, robiłam mnóstwo zdjęć w przeróżnych miejscach i za każdym razem miałam wrażenie, że to ciągle nie jest to o co mi chodzi.

Ku mojemu zdziwieniu, bardzo dużo osób wybrało zdjęcie na tle zielonego żywopłotu.
Podbudowałam się teorią i wyszło, że różowy to pomieszanie czerwonego z niebieskim i białym, i przeciwnym mu kolorem jest właśnie zielony.

Postanowiłam tę moją świeżo nabytą wiedzę wypróbować w praktyce i ruszyłam w plener …

Zieleni wokół mnóstwo i zaciekawiło mnie, na którym odcieniu ta moja Trajkotka będzie się najlepiej prezentować.

Rozpoczęłam od obrośniętego płotu. Na roślinach znam się średnio przeciętnie, przy płocie zatrzymało mnie mocne nasycenie koloru i ciekawy kształt liści.

Od razu za pierwszym przystankiem zrobiłam też zdjęcie na płasko, wśród krwawników i innych białych kwiateczków. Trawa wyschła, więc tej zieleni za dużo tutaj nie ma niestety.

Bardzo lubię robić zdjęcia w przeróżnych okolicznościach przyrody, wciągam się i tracę z oczu otoczenie. Taka przypadłość charakteru, skupiam się na czymkolwiek i świata nie widzę.

Wiem o tym doskonale, ileż to razy we wczesnej młodości obrywało mi się za to, że nie kłaniałam się nauczycielom na ulicy! Albo nie zauważałam znajomych! 
A ja po prostu byłam w innym wymiarze i świat wokół przestawał na chwilę istnieć.

Przy robieniu zdjęć udziergów to znikanie świata wokół i koncentrowanie się na konkretnym działaniu jest zazwyczaj bardzo pomocne.

Co oczywiście nie oznacza, że pcham się z chustą i aparatem w sam środek miasta.
Zdecydowanie preferuję miejsca mało uczęszczane, wręcz odludne, ciszę, spokój i brak towarzystwa.

Tym razem jednak sam temat zdjęć wymusił na mnie bliższe spotkanie z cywilizacją.

Poza miastem to u nas rosną sosny.
Nawet bardzo dużo sosen.
I właściwie niewiele więcej.

A mnie przecież chodziło o różne odcienie zieleni i różne rodzaje i gęstość liści, innymi słowy krzewy i drzewa ludzką ręką zasadzone.

Ruszyłam więc na to spotkanie różnorodności przyrodniczej w przeciwnym kierunku niż zazwyczaj, muszę przyznać, że z pewnym wewnętrznym oporem.
Jak się okazało – w pełni uzasadnionym.

Po sukcesie z żywopłotem zrobiłam drugi przystanek na pustym boisku za moim byłym ogólniakiem. Postałam sobie chwilę, pokontemplowałam możliwości krzaków przy płocie (zauważcie w prześwicie motyw art deco!!! – zdjęcie powyżej), po czym przystąpiłam do strojenia gałęzi w Trajkotkę. Jak zwykle, straciłam z oczu otoczenie.

W pewnym momencie pojawiła się obok mnie kobieta w średnim wieku ze średniej wielkości kundlem na smyczy.
I zagaiła:

Pani to jest nienormalna chyba!

Zdziwiło mnie to nieco i odpowiedziałam pierwszym, co mi przyszło do głowy:
Dlaczego???

Jakoś tak poczułam się zaintrygowana, a jednocześnie niemile dotknięta brakiem uznania dla mojej artystycznej działalności.

Kobieta odpowiedziała:

To zupełnie bez sensu, kto to widział tak wieszać i zdejmować. Pani to jest stuknięta, i to zdrowo!

Poczułam się oburzona i zaripostowałam:
Pani też, kto to widział tak z psem na sznurku chodzić!!!

Obywatelka nie poświęciła moim słowom żadnej uwagi, z uporem ciągnęła swoją kwestię:

No to jest kompletnie nienormalne! To trzeba być chorym na głowę, chyzia mieć zupełnego! Całkiem kopnięta i pomylona!!!

I tak sobie miło leciała wezbranym słowotokiem na dość płaskiej intonacji.
Doszło mnie jeszcze: durnowata, niespełna rozumu i psychiczna.

Całe szczęście nie wygłaszała tych rewelacji na mój temat pełną piersią, tylko tak bardziej kameralnie.
Niby nikogo w okolicy nie było, ale takie interesujące dźwięki mogłyby kogo ciekawskiego przywabić z daleka …

Nieco oszołomiona spotkaniem z opinią publiczną twardo ciągnęłam swoje zajęcie.
Strzeliłam jeszcze kilka fotek starając się nie zwracać uwagi na elokwentną babę z psem.

Baba chyba poczuła się urażona moim brakiem zainteresowania, gdyż sięgnęła po działo cięższego kalibru i po efektownej pauzie wystrzeliła:

Pani to ma … olca!

Nie, nie miała na myśli kolca, bawolca, wądolca ani nawet komsomolca!
Słowo, które jej zdaniem najdokładniej opisywało mnie i moją działalność, zaczynało się na literę P (jak pier-nik lub pier-wiosnek) i składało się z 3 sylab …

Tego już nie wytrzymał ani pies,
ani ja,
zwłaszcza,
że tę ostatnią osobliwość wygłosiła dość potężnie.

Kundel zakończył to, co akurat robił i pociągnął babę w swoją stronę,
a ja
zwinęłam Trajkotkę
i udałam się w dalsze poszukiwania różnych odcieni zielonego.

A w głowie ni stąd ni zowąd pojawił mi się cytat z Ewy Szumańskiej:
Eh, ciężkie jest życie młodej aktywistki na rubieży …

Potem jeszcze:
Będąc młodą (lekarką) podciągającą gumno do poziomu Europy …

A na koniec wyobraziłam sobie, jak Wam to opiszę, to od razu dostałam ataku śmiechu.
Czego i Wam serdecznie życzę!!!

PS. W nawiązaniu do tytułu: cienie życia dziewiarki spisane na świeżo, więc dość dokładnie, a blaski – to właśnie Trajkotka na zielonym tle 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, chusty trójkątne, wzór po polsku i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.