Lubię dziergać ażury

I to jest ta prawda najprawdziwsza, niezmienna i najgłębsza.
Nie ma się co oszukiwać, ażur to jest to, co najmocniej przemawia do mojej duszy dziewiarki.

I właśnie kolejny raz zdałam sobie z tego sprawę.
Po ostatnich kolorowych i warkoczowych udziergach na druty znów wskoczył Juniper Moon Findley, włóczka o której wielokrotnie już była mowa.
Typowe lace, prawie 800 metrów w 100g, pół na pół merynos z jedwabiem, przepięknie skręcony i przecudnie przez ten jedwab połyskujący.

Kolor tego konkretnego Findleya nazywa się tiger lily, choć tego to akurat nie rozumiem do końca.
Po wpisaniu w wyszukiwarce pojawiają się prawie same pomarańczowe kwiatki. Wikipedia podaje co prawda, że gatunkiem typowym jest lilia biała, ale też ma zdjęcie z pomarańczową …
I tak to moje językowe zapędy rozbijają się o brak znajomości ogrodnictwa 🙂

Ale wracamy do ażurów.

Przede wszystkim, są jednocześnie i przewidywalne, i całkowicie czasami zaskakujące.

Przewidywalność pojawia się w trakcie dziergania.
Wzory są logiczne, schematyczne, możliwe do nauczenia się na pamięć i odtwarzania kolejnych sekwencji. Kojące duszę w chaosie świata.

Niespodzianki pojawiają się przy blokowaniu i oglądaniu gotowych udziergów.
Podczas dziergania nie bardzo jest możliwość ocenić tak do końca. co i jak wychodzi. Dodatkowo, inna włóczka niż ta użyta we wzorze daje często inny efekt końcowy, i to właśnie odkrywa się na tym ostatnim, najmniej lubianym etapie tworzenia chust i szali.

Ileż to razy byłam totalnie zaskoczona!
Wyobraźnia, użyta włóczka, wzór – każde z nich sugerowało co innego, a po zblokowaniu i tak okazywało się, że udzierg ma swoje własne zdanie na ten temat.

Tak wyszło i tym razem.
Wzór nazywa się Petra, jest bezpłatny i dostępny na ravelry. TUTAJ.
Problem w tym, że wygląda mocno inaczej.
Z ciekawości obejrzałam też projekty innych dziewiarek, i wszystkie są podobne.
Tylko moja Petra jest inna.

Kolejną rzeczą, którą lubię w ażurach jest fakt, że nikt za mnie przy robieniu nie myśli.
Muszę myśleć sama.

Chodzi mi konkretnie o to, że ażur najlepiej wygląda w kolorze jednolitym.
Widać wtedy dokładnie cały wzór i jego finezję, dziury, prześwity i zgrubienia.
Widać umiejętności dziewiarki i precyzję wykonania.

A to wszystko osiąga się myśląc przy robieniu, samodzielnie podążając za wzorem, sekwencja po sekwencji, i poprawiając każdą pomyłkę.

Lubię oczywiście też proste wzory, zwłaszcza z włóczek wielokolorowych, lubię obserwować zmieniające się barwy, ma to w sobie coś hipnotyzującego, taki lekki transik.
Mimo to zawsze mam wrażenie, że połowa pracy już wcześniej została wykonana gdzieś tam przy projektowaniu tych włóczek, że ktoś już za mnie pomyślał i wybrał.
A ja lubię być samodzielna 🙂

Ażury w dodatku pięknie wyglądają, cudnie się układają oraz … rzucają przeciekawe cienie!

I po kolejne, lubię w ażurach zmienność.
Każdy rządek jest inny, jeśli się powtarzają to co jakiś czas.
Nie trzeba wykonywać mechanicznych ruchów, jak przy samych prawych na przykład.
Jest wyzwanie dla pamięci, dla logicznego myślenia, dla wyobraźni, dla rąk – same przyjemności!

Pozdrawiam serdecznie i przedświątecznie!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, szal i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.