Blada pistacja.

Dawno, dawno temu,
w nieco innej bajce,
mój świat dziewiarski koncentrował się na swetrach.
Wymyślałam, robiłam, prułam, przerabiałam i co najważniejsze, z upodobaniem nosiłam swoje dzieła. Przeszło mi razem z paroletnim zarzuceniem drutów.

Ten etap swetrowy należał jeszcze do starej epoki, a przez starą mam na myśli przede wszystkim tamten sposób myślenia o dzierganiu i jego możliwościach.
Możliwe, że to jest moje subiektywne odczucie, ale ja osobiście kojarzyłam robienie na drutach bardziej z rzemieślniczym wytwarzaniem brakujących sztuk odzieży niż z twórczością artystyczną.

Oczywiście element artystyczny był silnie obecny w moim dzierganiu, byłam przecież młoda i chciałam się wyróżniać z tłumu. Nosić coś innego, oryginalnego, niepowtarzalnego. Z tym, że repertuar miałam ograniczony do swetrów i ewentualnie czasami czapek. Swetry oczywiście tworzyłam z dużym rozmachem, każdy dopracowany w najmniejszych szczegółach.
A potem mi przeszło. Jak tak sobie teraz siedzę i analizuję, to nawet jestem w stanie podać przyczynę zarzucenia dziergania, bardzo konkretnie osadzoną w czasie i przestrzeni.
Sklepy z odzieżą używaną.
W pewnym momencie odkryłam, że swoją potrzebę oryginalności mogę zaspokoić dużo mniejszym nakładem czasu i energii.  Po bardzo długim okresie, kiedy nie zdarzyło mi się nosić niczego kupionego nastąpiła zmiana w drugą stronę. Doceniłam możliwość szybkiej przymiarki i szybkiej decyzji, niepowtarzalności każdego egzemplarza, no i oczywiście ceny.

Z drutami przeprosiłam się parę lat temu.
Świat zdążył się w szybkim tempie zmienić i weszłam w zupełnie nową rzeczywistość. Odkryłam na poważnie ażury, odkryłam na poważnie inne surowce niż akryl i bawełna, no i resztę już wiecie, dokumentuję wszysko tutaj na bieżąco.
Chusty, szale, zamotki.
Do swetrów mnie nie ciągnęło, trochę też czułam się przytłoczona tymi nowoczesnymi metodami robienia wszystkiego w jednym kawałku i na okrągło, no i raglanem, którego nie lubię, który mi nie leży i nie dodaje urody.
Nawet raz spróbowałam, nie wyszło zupełnie i dałam sobie spokój.

Prawdą jest jednak, że stara miłość nie umiera tak do końca. Moda się zaczęła zmieniać i pewnego jesiennego dnia zobaczyłam nastoletnią córkę koleżanki w swetrze mojej młodości.
Sweter był lekko za duży, dość ściśle robiony i przez to nie układał się do figury, panna wysoka i szczupła i ten sweter taki trochę na wyrost jeszcze podkreślał te jej zalety.
Nie mogłam od niej oderwać zachwyconego spojrzenia, no i oczywiście zaczęłam drążyć temat. I co się okazało?
Że ojcu go podkradła z szafy!
Wypisz wymaluj jak ja w jej wieku!!!

Naszła mnie ogromna chęć zrobić sobie coś w stylu …dzieści lat temu.
Bez tych nowoczesnych udziwnień typu na okrągło i wszystko razem, tylko tak zwyczajnie, jak robiłam za nastolatki. Każda część osobno, rękawy nisko wszyte, bez wyrabiania główki i komplikowania tematu, potem sobie te części pozszywać, dodać dekolcik… Szwy usztywnią nieco całość i nadadzą właściwą formę.
A potem przymierzyć dzieło i poudawać, że mam tych 10 kilo mniej na wadze, że martwią pryszcze a nie zmarszczki i że włoski to dopiero co ścięłam, żeby wreszcie wyglądać poważnie i dorosło 🙂
I powiem Wam, że do pewnego stopnia zadziałało.
To znaczy w domu, bez lustra (mam tylko takie nieduże w łazience) i przy optymistycznym nastawieniu – rzeczywiście poczułam się jak za dawnych młodych lat.
W pracy było trochę gorzej, tam jest lustro na całą ścianę i w dodatku świetnie oświetlone, ale przy pewnej dozie samozaparcia i z tym sobie poradziłam.
I tylko jedno mnie zawiodło.
Pisałam już w poprzednim poście przy okazji prototypu Balbiny, że docieplili nam budynek i teraz jest w nim ciepło jak w lecie. A ja, lekko bezmyślnie, wykonałam sobie ten sweter z wełny z kaszmirem!
Do chodzenia do pracy zupełnie się nie nadaje!!!
Biję się teraz z myślami, co z nim zrobić, bo poza zakupami i sporadycznymi wyjściami towarzyskimi to ja raczej w domu siedzę. A blok docieplili tego lata i też w nim ciepło.

Zdjęć tym razem wstawiam mało.
Zima trzyma, a pozowanie na mrozie bezboleśnie znosi tylko plastikowa pani. Niestety, jej specjalnością są prezentacje chust i zamotek, w swetrze wygląda wprost fatalnie.
Dlatego prezentacja jest domowa. Wewnętrzna. I osobista.

Pozdrawiam swetrowo 🙂 tak coś czuję, że będą następne 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii sweter i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.