Na grzyby? Lydian.

Kolejne dzierganie odtwórcze. W ramach relaksu, przyjemności, bezmyślności i braku kreatywności. No może nie tak do końca braku tej weny, bo jakieś tam resztki się kołatają, ale na pewno w ramach wygodnictwa 🙂


Wzór nazywa się Lydian, jest na ravelry i przygotowany na dużo grubszą włóczkę.
A moja to Malabrigo Mechita, z tych cieńszych.


Dostosowałam sobie więc cały wzorek, poszerzyłam ten główny warkocz, dodałam trochę boków i w sumie rozmiar wyszedł prawie zgodny ze wzorem.


I ta niewielka dawka kreatywności przy dostosowywaniu w zupełności zaspokoiła moją potrzebę indywidualizmu.


Robiłam sobie mocno bezmyślnie, raz się machnęłam w tym drobnym ażurze, kto uważny – zobaczy od razu. A kto dociekliwy, to przyjrzy się i też znajdzie 🙂
Czyli zadanie pod tytułem wytęż wzrok i wpatrz się w te wszystkie dziury i skosy, i szukaj nieregularności.


Otulacz na szyję to udzierg z tych trudniejszych do sfotografowania.
Przyjrzałam się stronie wzoru i doszłam do wniosku, że Dee O’Keefe też miała z tym problem. Wszystkie zdjęcia zrobiła na płasko i tylko dla urozmaicenia zrobiła 3 wersje w różnych kolorach.


Ja akurat nie planuję kolejnych Lydianów, poszłam więc w różnorodność tła.
A że zimno się zrobiło nie do zrozumienia, więc i sesja była błyskawiczna – króciutki postój w lesie w drodze z pracy i udało mi się zaliczyć zarówno brzozy jak i dąb, oraz runo leśne.


Grzyby oczywiście trujące, przy samej szosie porządne grzyby nie rosną.
Myślę, że i głębiej też nie, raczej siedzą schowane pod ziemią i trzęsą się z zimna. Ale niech się tylko ociepli … 🙂

Pozdrawiam wietrznie i jesiennie!!!

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii cowl, otulacz i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.