Ciąg dalszy.

Czyli szal numer 2 wykonany w ramach terapii odstresowującej.
Bardzo udanej terapii, głównie dzięki włóczce.
Tak się zachęciłam po zrobieniu Akwareli, że postanowiłam wyrobić kolejne motki z nadzieją, że a nuż uda się osiągnąć podobny efekt.

Nie udało się.


Było to w sumie oczywiste, wystarczyło popatrzeć na te kolorki.


I patrzyłam, a w środku coś mi cicho mówiło, że może jednak?
może to wcale nie jest taki konkretny zestaw konkretnych kolorów?
może one się zaczną przenikać i tworzyć kolejną akwarelę?


Nic się nie poprzenikało, granatowy granat pozostał granatem, fuksjowy róż fuksjowym różem, a zielony dalej przypomina odcień chińskiej kredki woskowej.


Już po paru rzędach widać było, że to tak będzie.
Trochę się jeszcze łudziłam, ale na szczęście rozsądek wszedł do akcji i nie popuścił.


Zaczęłam co parę rzędów dodawać pasek z pozostałości po akwareli, i to zdecydowanie złagodziło zbyt energiczne kolorki.


Trochę się jakby rozmyły, rozcieńczyły, rozrzedziły …


A i przy okazji faktura nabrała rozmachu i wyrazistości.


Niby robiłam dość bezmyślnie, ale nie do końca. Sprawdzałam sobie kolejny sposób na dodawanie oczek. Tworzenie nowego kształtu.
Chyba mi się podoba.
A Wam?


Na koniec przeprosiny, że post nie dość, że spóźniony, to jeszcze taki jednozdaniowy.
Jakoś tak mnie wena twórcza opuściła na chwilę.
Ale że nic nie trwa wiecznie, to i wena niedługo wróci i się poprawię.

Pierwsze lipy już kwitną! pachną oszałamiająco, mam już ustawioną trasę zapachową i tak sobie pomykam na rowerku rozkoszując się urokami lata i dziękując Panu Bogu, że nie mam alergii :))
Pozdrawiam gorąco!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, chusty trójkątne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.