Dziwne upodobania

Zrobiłam rękawiczki.
Żeby było ciekawiej, to od razu dwie pary.
Choć właściwie, to zostałam poproszona o zrobienie tej drugiej, więc żadna moja zasługa.

Zastanawiałam się, o czym Wam napisać przy okazji tych rękawiczek, i przy przygotowywaniu zdjęć rzuciła mi się w oczy jedna prawidłowość: takie raczej mało eleganckie tło.

Zdjęcia w ogromnych ilościach robiłam przez ostatnie trzy dni.
Nazbierało mi się chust i szali przez ostatnie tygodnie siedzenia w domu, wszystkie poblokowane i gotowe na sesje zdjęciowe, żal składać w kostkę lub prostokąt, bo się pogniotą.
Dodatkowo, przepiękna słoneczna pogoda aż się prosiła, żeby ją wykorzystać!
Pora roku jeszcze mocno ponura, nie wiadomo, kiedy następnym razem trafi się bezchmurne niebo.

No i przy okazji szali i chust oraz plastikowej pani na jednej nodze – wszędzie dodatkowo robiłam zdjęcia tym rękawiczkom.

I właśnie się zorientowałam, że tło to ja sobie wybieram według dość dziwnego klucza. Pierwsze zdjęcie było na mchach i porostach, a oto kolejne:

gruz i połamane fragmenty chodnika:

rozpadający się pieniek:

bocznica kolejowa oraz obiekty przemysłowe w stanie nie do użycia:

błoto i chaszcze (błota nie widać, ale było koszmarne po prostu):

a to już najlepsze – wymyśliłam sobie takie artystyczne ujęcie na płocie, znalazłam odpowiedni płot, szkoda tylko, że nie zauważyłam, że w tle śmietniki, heh!
(przycięłam trochę, bo jeszcze był żółty w kadrze):

Choć z drugiej strony, udało mi się także znaleźć takie stare deski:

Te deski to pomost do łowienia ryb (chyba), a to białe poniżej to zamarznięte jezioro! cień pomostu oraz rozmarzająca woda:

Jasno wynika, że fotografowałam sobie tu i tam, i jeszcze gdzie indziej, za mną trzy pracowite dni, gdyż w ramach rekonwalescencji pogrypowej mam dwa wzory prawie przygotowane do testowania, a trzeci jest w trakcie pisania.
No i dla każdego chciałam inne tło i inne ujęcia.
Ale o tym w swoim czasie.

Wracam do rękawiczek. Wzór nie jest mojego autorstwa, nazywa się Autumn Mittens i jest dostępny na ravelry.
Mam co do niego mieszane uczucia, ale to chyba wynika z tego, że nie lubię dziergać lewymi na okrągło. Oraz z faktu, że wydruk zajmuje coś 20 stron! Taka typowo amerykańska wersja tłumacząca każdy najmniejszy ruch drutami przy pomocy dużej czcionki i podwójnej interlinii.
Rękawiczki nie zachwycały mnie zupełnie w trakcie robienia, przekonałam się do nich dopiero po blokowaniu – bardzo zyskały po tej kąpieli i suszeniu na płasko.
Wyglądają bardzo efektownie i robią duże wrażenie!

I na koniec moje ulubione zdjęcie.
Na murku.

Popatrzcie, jak fajnie wyszło: na górze zima, na dole lato!

Pozdrawiam serdecznie z nadzieją, że to lato to już bliżej niż dalej i nawet zbliżające się mrozy nie będą trwały zbyt długo!!!

bo przecież już niedługo koniec lutego!

!

Ten wpis został opublikowany w kategorii rękawiczki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.