Usonian

Ostatnio dziergam bezmyślnie i relaksacyjnie,
a to oznacza przede wszystkim, że odtwórczo.
Nic nie wymyślam, nie liczę żadnych oczek ani rzędów, nie dopasowuję ani nie zastanawiam się, co dalej.
Drukuję wzór i lecę tak, jak autor napisał!

Tak właśnie powstał Usonian autorstwa Dee O’Keefe.
Robiłam już kilka chust tej projektantki, nie za wiele, bo to nie do końca mój styl.

Choć przyznaję, takie chusty robi się bardzo przyjemnie,
to zmienianie kolorów i patrzenie, co wychodzi jest bardzo wciągające.
Zwłaszcza, że wzór jest na tyle prosty, że prawie wcale nie trzeba myśleć
i na tyle ciekawy, że wcale nie nudzi.

Dodatkowo, jest bardzo szczegółowo rozpisany,
łącznie z ilością oczek po niemal każdym rzędzie!
Tak typowo po amerykańsku, prowadzi za rękę i tłumaczy każdy najmniejszy ruch.

Z jednej strony jest to bardzo przyjemne,
z drugiej strony jest to dość męczące, gdyż ilość stron do drukowania jest ogromna i potem ciągle się te kartki przestawiają i mieszają,
z trzeciej strony jest to zwodnicze, gdyż tak szczegółowy opis usypia czujność – w pewnym momencie, zamiast czytać dokładnie całą epistołę zaczęłam pomijać bardziej oczywiste fragmenty i potem parę rzeczy przeoczyłam przez zwyczajne niedoczytanie,
a z czwartej strony jest to mocno edukacyjne, pokazuje czarno na białym wymagania amerykańskich dziewiarek odnośnie wzoru!

Kolejna ciekawostka to taka, że wzór zupełnie nie przewiduje aktywności własnej dziewiarki!
Na zasadzie: chcesz mieć taką chustę jak na zdjęciu – rób według wskazówek i dokładnie taka Ci wyjdzie!
Żadnych wariacji własnych, żadnych preferencji osobistych, żadnego marginesu dla indywidualizacji wzoru – to znaczy nic z tych rzeczy we wzorze nie ma, jeżeli chcesz sobie coś dodać / pozmieniać / zwiększyć / zmniejszyć – rób to na własną odpowiedzialność i własnym pomysłem!!!
Co myślę, że dla naszej polskiej duszy może być na dłuższą metę trudne do przyjęcia …

Zwłaszcza, jak pomyślę ile dostałam od Was wiadomości typu:
a jeśli zrobię tę część dwa razy zamiast trzy to czy się zgodzi?
a czy mogę przedłużyć ten element?
a czy da się to pominąć a tamto rozciągnąć na więcej?
a jakbym robiła z zupełnie innej włóczki, i w trzech kolorach zamiast dwóch?
i tak dalej,
i tak dalej …

Myślę, że takie indywidualizowanie to trochę mamy we krwi,
taka cecha narodowa.
To znaczy ja ją mam na pewno, i chyba nie stworzyłam ani jednego wzoru, w którym nie byłoby choć jednego miejsca o zaleceniu: a ten element (długość / szerokość / ilość powtórzeń itd.) zależy od Twoich własnych preferencji, ja zrobiłam tyle razy i wygląda jak na zdjęciu, ale możesz to dostosować do własnej wizji i potrzeb, wystarczy, że …
i tutaj lecą możliwe opcje.
Jakoś tak lepiej się czuję w takiej nie do końca sztywnej wersji!

Chustę zrobiłam z Alpaki Dropsa, 3 motki czerwone i 2 perłowo szare, trochę zostało – będzie na następną! Trochę mnie kusi spróbować coś podobnego w prostokącie …

Taka dość delikatna ta chusta wyszła, raczej cieńsza niż grubsza, i zdecydowanie bardziej do zamotania niż do noszenia luźno.

I jeszcze – mam wrażenie, że nieco lepiej prezentuje się na zdjęciach niż w rzeczywistości, bardzo fotogeniczna jest dzięki tym paskom, heh.

Na koniec kolażyk, mam wrażenie, że takie lustro otwierane to się tremo nazywa?
Z dzieciństwa pamiętam takie cudo, człowiek się widział z każdej strony, bardzo mnie to fascynowało!

Pozdrawiam ciepło!!!

!!

!

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.