Ukośny

jeszcze jeden udzierg z serii ‚dzierganie bezmyślne’,
takie niby nic, a oczy cieszy 🙂


Oczywiście główna zasługa sukcesu to włóczka!
tym razem Drops Delight + Alpaca, według zestawu poniżej:

.
Było kilka pomysłów i opcji kolorystycznych,
tak patrząc na te zwinięte motki Delighta wydawało mi się, że pomarańczowy przeważa,
że to będą takie rude jesienne kolory.

Po namyśle zrezygnowałam z pomarańczowej alpaki,
jakoś tak poczułam, że za dużo tej jesieni,
i okazało się, że to była bardzo dobra decyzja.

.
W trakcie robótki Delight mnie mocno zaskoczył gamą kolorystyczną,
spodziewałam się zupełnie czego innego,
takich typowych jesiennych liści – rudy, brąz i pomiędzy,
a okazało się, że jest dużo czerwonego wina, bardzo ciemnego brązu i takich ‚czystych’ kolorów, bez rudości.
 
Dodatek żółtego sprawdził się dużo lepiej niż ten lekko wypłowiały pomarańcz!
.
.

Ścieg oczywiście francuski, najbardziej bezmyślny z bezmyślnych,
i starałam się nie robić ‚ażurowo’, czyli luźno,
choć takie dzierganie lubię najbardziej.

Zawsze jak oglądam chusty francuzem, to wpadam w zachwyt nad ‚ścisłością’ i ‚konkretnością’ francuza – mnie taki mięsisty i zwarty nigdy nie chce wyjść,
i tym razem też nie do końca wyszedł 🙂

 .
Zwłaszcza, że przy blokowaniu nie żałowałam sobie – widząc, że rozmiar nie największy, naciągnęłam prawie do granic możliwości,
i w sumie nie wyszedł gruby i mięsisty szal zimowy,

tylko bardziej taka kolorowa ozdoba na sezon przejściowy.

A przynajmniej ja tak uważam,
na zimę potrzebuję niestety szalików grubych,
żeby nic przez nie nie przewiewało,
żadnych dziur i prześwitów – i kończy się zawsze na najgrubszym polarze dokładnie owiniętym parę razy i utkanym w kurtce …
w dzierganym czymkolwiek – czapka, szalik, rękawiczki – jest mi zawsze zimno 🙁
cóż, szewc bez butów chodzi!
.
.

Zresztą,
kolory zupełnie nie moje,
i ‚ukośny’ już ma nową właścicielkę 🙂

.

I tak sobie myślę, że w sumie fajnie wyszło:
ja się relaksowałam kolorami,
dziergałam bezmyślnie i resetowałam mózg i emocje – to ciągle dla mnie najlepsza metoda,
i ogólnie cały ten szal powstał w celu terapeutycznym.
W życiu nie nosiłabym takich kolorów, dziergałam w dużym dystansie do tego co powstaje.

Z drugiej strony,
nowa właścicielka jest zachwycona, zwłaszcza kolorystyką,
i nosi udzierg z przyjemnością.
Czyli skupia się na tym, co dla mnie było na ostatnim miejscu pod względem ważności.

I koniec końców, wszystkie warunki spełnione:
dziergane z zaangażowaniem,
noszone z radością.

Tyle, że potrzeba było dwóch osób, żeby wszystko zagrało 😉

.

Zdjęcia tym razem robiłam na tle starego budynku przemysłowego.
Wjechałam sobie na teren huty, teraz już można, przejechałam parę kilometrów zwiedzając, bo nigdy tak daleko na hucie nie byłam, i wreszcie zdecydowałam się zatrzymać.

Droga boczna, dość byle jakiej jakości, po jednej stronie rampa i właśnie ta ściana, tak korzystnie ustawiona do słońca,
z drugiej strony krzaki i zarośla, standardowo wszędzie sosny,
a w głębi jakiś zakład produkcyjny, cichy i spokojny.

Wylazłam na rampę, wwindowałam na nią białą panią na jednej nodze,
naszykowałam sobie warsztat pracy,
i w tym momencie okazało się, że panowie robotnicy, dotychczas niewidoczni, przeszli na działalność na świeżym powietrzu.
Wylazło ich ze dwudziestu,
połowa zamiast pracować – gapiła się na mnie i moje poczynania,
pozostali pokrzykiwali na tych mniej zaangażowanych w pracę i ogólnie wzbudziłam spore zainteresowanie.
Co oczywiście zupełnie nie było moim celem.
W dodatku niebo, dotychczas błękitne, zasnuło się niewielkimi chmurami, i musiałam przeczekiwać, żeby mieć światło słoneczne, a nie cień 🙂

Ale zdjęcia wyszły fajnie, i to grunt!!!

 .
Pozdrawiam ciepło, grzybowo, dyniowo i jesiennie :)))
 .
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.