Eufrozyna

to bogini wdzięku i radości, dobrej myśli, wesołości i piękna.
I tak właśnie nazywa się moja ostatnia chusta, wydziergana ze wzoru Kirsten Kapur 🙂


Tak sobie na nią patrzę, i tak sobie myślę,
że skoro ta bogini ma tyle zalet, to mogłaby do kompletu mieć jakieś piękniejsze imię…

Oraz myślę sobie jeszcze,
że całe szczęście, że ciepło się zrobiło i mogę odkrywać nowe płoty do fotografowania chust
i już nie tylko plastikową panią będę Wam pokazywać, jak w zimie 🙂

I myślę sobie też,
że ten wzór to tak średnio mi się podoba jeśli chodzi o ażur,
taki jakiś nieregularny wychodzi w tej części środkowej,
co oczywiście jest uzasadnione konstrukcją i kształtem,
ale fakt, że wiem dlaczego i w jakim celu nic nie zmienia w odczuciu, że podoba mi się średnio …

Myślę sobie dalej, że ażur to może i jest nieco dziwny,
ale za to kształt wyszedł bardzo korzystny i wygodny do noszenia.
Choć ja standardowo wolę opcję zamotaną 🙂

Ale właśnie dzięki temu korzystnemu kształtowi zamotuje się również bardzo korzystnie 😉

Włóczka z tych wielkich zapasów, co to się co i rusz ujawniają w postaci ‚lace’,
czyli Juniper Moon Farm Findley,
pół na pół jedwab z wełną, i nieodmiennie zachwycam się jakością i urodą 🙂
Zrobiłam nawet dla niej osobną etykietę (pasek po lewej stronie).

I tak sobie dziergam z lace’a czekając, aż mi się natchnienie skonkretyzuje,
bo takich do połowy pomysłów mam kilka, i żadnego nie mogę zobaczyć w wersji ostatecznej.
Czasu i cierpliwości potrzeba,
no i paru prób, czy to, co wyobraźnia podpowiada, to w ogóle jest wykonalne 🙂

Pozdrawiam wiosennie 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.