Testowanie wzoru

Miał być post o blokowaniu, ale tak ciągle pada i taka wilgoć w powietrzu, że nie będę się dokładała z mokrą chustą, poczekam na upały. Nie mówiąc o tym, że schnąć będzie mi parę dni …

Dzisiaj będzie więc o testowaniu wzorów. A konkretniej o testerkach 🙂
A jeszcze konkretniej o pewnych moich spostrzeżeniach i porównaniach 🙂


Na początek trzeba zrobić podział na testerki obcojęzyczne i polskie.
A wśród obcojęzycznych na anglojęzyczne i mówiące pozostałymi językami 🙂
I jeszcze dołożyć, że staram się do każdego wzoru mieć całkiem nowe testerki, lubię świeże spojrzenie i nowe twarze 🙂

Pierwsze swoje wzory testowałam tylko po angielsku, i patrząc z perspektywy – to był bardzo dobry układ.
Gdyż
testerki anglojęzyczne, a zwłaszcza Amerykanki
są bardzo wymagające.
Nie przejdzie żadna dwuznaczność, wieloznaczność, domyślenie się samodzielne, pokombinowanie,
ani nic z tych rzeczy.
Dla nich instrukcja ma prowadzić za rękę kroczek po kroczku, precyzując każdy niemal ruch drutami.
I w dodatku bez ogródek wytykają każdą najmniejszą nieścisłość, każdy brak tego malutkiego kroczku, który dla mnie był oczywisty lub ‚w domyśle’, wręcz żądają uściśleń i zanim ich nie dostaną – robią przerwę w dzierganiu.

I przyznam się, że na początku bardzo mnie to męczyło, takie wyważanie otwartych drzwi.

Rozmawiałam nawet z wieloma osobami tutaj na miejscu, które mają rodziny w USA, bywają często i mają kontakt z tamtą mentalnością.
I każdy potwierdzał – instrukcja ma być co do milimetra i grama dokładna, a jeżeli nie ma instrukcji, to należy jej poszukać, a samemu nie należy podejmować działań, zwłaszcza intuicyjnych…

I całe szczęście, że to całe testowanie przez internet idzie, bo czasami potrzebowałam paru minut zanim byłam w stanie napisać wyważoną odpowiedź na kolejne dla mnie oczywiste pytanie.
Zwłaszcza, że jako nauczycielka z zawodu, od lat jestem ćwiczona w jak najprzystępniejszym podawaniu treści …

Ale
taki stan rzeczy ma też mnóstwo zalet!
Po pierwsze zweryfikowałam po raz kolejny przekonanie, że to co dla mnie oczywiste, dla kogoś innego wcale takie być nie musi.
Po drugie, świetne ćwiczenie na pokorę i takie zejście do parteru.
I po trzecie, z każdym kolejnym wzorem przewidywałam już z góry wszystkie możliwe pytania i wątpliwości,
i pisałam te wzory coraz lepsze i dokładniejsze 🙂

A potem zaczęłam tłumaczyć na polski. Niby język ojczysty, a na początku same problemy, z terminologią, z nazywaniem kolejnych czynności – miałam mnóstwo wątpliwości, jak to wszystko ująć.
Zaczęłam testować po polsku.
I od razu pokazały się różnice:
polska testerka, jak coś dla niej jest niejasne – to najczęściej się sama domyśli, pokombinuje i jakoś zrobi,
bardzo często ledwo o tym wspomni,  w dodatku z poczuciem, że zarzuca mi brak profesjonalizmu, i od razu dołoży dla równowagi parę komplementów –

czyli całkowita różnica w mentalności, każdy inaczej odbiera i realizuje zadanie:
bardzo proszę czytać dokładnie, sprawdzać wszystko i wytykać bez litości!

I sama teraz piszę i powoli też już zaczynam mieć to poczucie, które miewają moje testerki – że je krytykuję.
Taka sama jestem!!!

oczywiście są też Polki, które działają na wzór amerykański, ale to mniejszość!

A teraz się bawię w tłumaczenie na francuski i na hiszpański.
I jest jeszcze inaczej!
Francuskie testerki – pełna beztroska, jakoś to będzie, a jak, to już najmniejsze zmartwienie 🙂
czy to jest napisane ortograficznie, czy nie,
czy jest zachowana logika,
czy to ma przysłowiowe ręce i nogi – w sumie średnio ważne, heh.
Więc siedzę, kombinuję i zadaję mnóstwo pytań, na które raz dostanę odpowiedź, a raz nie …
W międzyczasie odświeżam sobie i ugruntowuję całą gramatykę i ortografię francuską, bo jakoś tak wychodzi, że to jest zadanie moje, a nie nativek 🙂
I tęsknię za Amerykankami, które samorzutnie poprawiają każde nieprecyzyjne słowo, każdą najmniejszą literówkę!

A po hiszpańsku jeszcze inaczej, w sumie tak najbliżej mojemu sercu.
Co trzeba powiedzieć, to trzeba.
Co w wersji angielskiej jest powtórzone parę razy w różnych miejscach (bo przecież dana informacja jest potrzebna na bieżąco i taka dziewiarka nie będzie przerzucać kartek czy pamiętać – ma mieć wszystko, co jej jest potrzebne tu i teraz) – to wszystko się spokojnie eliminuje wierząc w bystrość dziergających.

Spodobała Wam się moja opowieść o testerkach?
Ja bardzo lubię testy, zawsze poznaję dzięki nim nowych ludzi, mnóstwo się przy tym sama uczę i korzystam.

Wszystkie zdjęcia autorstwa moich testerek – podpisane nickiem z ravelry 🙂

Pozdrawiam ciepło i radośnie, jutro wszak Dzień Dziecka 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.