Coś starego, coś nowego

Pogoda coraz piękniejsza, pojechałam robić zdjęcia w różnych okolicznościach przyrody.
Nie za daleko, bo jednak październik, a nie lato. Ale że u nas wszędzie blisko, to mam dla Was takie pejzaże:

Najpierw podjechałam pod garaż, gdyż nie wiem czemu uznałam, że to będzie właściwe miejsce do zdjęć. Przy pomocy starej drabiny, deski od kanału, młotka, starych pedałów i paru kluczy (dla przeciwwagi) zbudowałam sobie rusztowanie i próbowałam sfotografować Delectable.
Atelier fotograficzne metodą mocno chałupniczą wygląda tak:

Oczywiście w zamierzeniu było przycięcie zdjęć, żeby jednak tego młotka nie pokazywać.
Jak widzicie, Delectable dostał czapeczkę do kompletu, żeby było ciepło 🙂

Potem rozejrzałam się wokoło i doszłam do wniosku, że nowe drzwi sąsiedniego garażu są dużo lepszym tłem niż moje własne, zrezygnowałam z transportu całego atelier i wykorzystałam rower.
Mój rower tym się charakteryzuje, że ma brzydkie słowo na ramie i często wzbudza entuzjazm panów sprzedających na rynku (targu, bazarku – u nas się mówi na rynku) ziemniaki itd. 🙂
Uznałam jednak, że Delectable jest przeznaczona dla kobiet, a te nie zwracają uwagi na takie szczegóły.

Posprzątałam przyrządy pomocnicze i pojechałam jeszcze kawałeczek nad rzekę sprawdzić plenery.

Wykorzystałam stalową konstrukcję do czegoś tam, żeby jeszcze raz pokazać Delectable, i zajęłam się podziwianiem świata 🙂

A świat chwilowo niezwykle pięknie się prezentuje, sama przyjemność patrzeć i podziwiać!

I koniec wycieczki, nie ma co przesadzać z bieganiem po polu! Jutro też będzie dzień 🙂
Pozdrawiam jesiennie :))))

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.