Ernesta. Dla przyjaciół Ernestynka.

O Ernestynce już pisałam. TUTAJ.
Miała być eksperymentalna, miałam wprowadzić do pomysłu kilka poprawek.
I co z tego wyszło?
Ernesta.


I od razu dopowiadam:
poprawki są nieznaczne, niewielkie i tylko doprecyzowujące.

Wiem, wiem, deklarowałam się, że mi się nie do końca podoba, że trzeba pozmieniać, że to nie to, co miało być.

I to wszystko prawda.

Z drugiej zaś strony sytuacja ułożyła się tak:
pokazałam mój eksperyment anglojęzycznym.
Napisałam mniej więcej to samo, co tutaj na blogu – że co innego miałam w głowie, a co innego wyszło.

W odpowiedzi dowiedziałam się co następuje:
jest bardzo dobrze tak jak jest,
kolory perfekcyjnie podkreślają wzór,
czemuż to właściwie mi się coś tu nie podoba,
nadmierne wymagania względem siebie to rzecz bardzo szkodliwa,
po co zmieniać skoro jest bardzo dobrze,
i zasadniczo problem jest jeden – nie ma gotowego wzoru.

I tak przez 10 stron …

Uwierzyłam, że nie ma sensu gonić za czymś, co mi gdzieś tam w głowie kiełkuje. Jeżeli będzie chciało, to jeszcze znajdzie sposób i samo przejdzie w konkret.
I postanowiłam pisać wzór.

Notatki miałam, ale dla sprawdzenia zrobiłam jeszcze drugą wersję.
Włóczka ta sama, Schachenmayr Tahiti.
Kolor – Hibiskus.
Taki delikatniejszy w tonacji, ale też ciekawy.
Zupełnie inny.

Dodałam nieco, zmieniłam troszkę, ulepszyłam co się dało.
Kto wnikliwie patrzy – znajdzie różnice.
Kto nie ma we krwi analizy – zobaczy dwie chusty według tego samego wzoru.

Nazwa wymyśliła się sama.
Ernestynka.
Wydawało mi się, że pasuje całkiem nieźle i brzmi też przyjemnie.
I dla polskiego ucha, i tak międzynarodowo też.
A tu, ku mojemu zdziwieniu, anglojęzyczne zgłosiły sprzeciw.
Że nie kojarzy się dobrze,
że stink to znaczy śmierdzieć albo nawet cuchnąć.
I żeby zmienić.

Same zaproponowały Ernestę.
Zmiana niewielka.
Dodatkowo, earnest oznacza poważny, szczery, rzetelny, gorliwy i żarliwy, same zalety!

I w ten sposób z miłej i wesołej panieneczki zrobiła się matrona.
Bez fantazji i polotu.

Wzór jest już opublikowany.
Ernestynka (jakoś tak mi bardziej pasuje w zdrobnieniu) jest chustą średnio trudną, ale możliwą do wykonania nawet dla dziewiarki początkującej w ażurach, pod warunkiem oczywiście, że będzie chętna do uczenia się nowych rzeczy!
Wzór jest rozpisany po polsku i po angielsku, zawiera schematy i opis słowny oczko po oczku.

Jak przy każdym wzorze, i tutaj istnieje bardzo wiele możliwości spersonalizowania swojej Ernestynki – grubość włóczki i rozmiar drutów, wielkość chusty, szerokość ażuru i części gładko-drabinkowej, proporcje pomiędzy nimi. Kolor jednolity lub paskujący, gęściej lub rzadziej. Albo wersja ciasteczkowa – do jednego konkretnego koloru przez tonacje pośrednie do drugiego konkretnego.
Każdy wybiera tak, jak mu serce dyktuje.
Można też oczywiście wydziergać Ernestynkę dokładnie taką samą i cieszyć się z własnego egzemplarza :)))

Wzór jest dostępny na ravelry.
Oraz można go też nabyć bezpośrednio ode mnie, wystarczy napisać.
(więcej informacji jest w zakładce Wzory po polsku)

I tradycyjnie, jako że to świeżutki nowiutki wzór – jest i promocja.
20% zniżki przez pierwszy tydzień, czyli od dziś do następnego posta na blogu.
(20zł minus 20% równa się 16zł).

Pozdrawiam deszczowo, bo u nas akurat leje codziennie po kilka razy dziennie … taka jakaś uroda nasza, że ciągle mokro … więc i ja ślę Wam mokre uściski :)))

Ten wpis został opublikowany w kategorii chusta, chusty trójkątne, wzór po polsku i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.