Nurma, starsza siostra

niewiele starsza, jakiś tydzień raptem,
ale skoro była pierwsza, to Nurmes musi się zadowolić mianem młodszego brata 🙂

w poprzednim poście opisałam, jak Nurma i Nurmes powstawały,
i skąd wzięły się oczka przekręcone.

A dzisiaj dopiszę jeszcze parę słów na temat ich imion 🙂

Dlaczego się tak dziwnie nazywają?
Już tłumaczę.

Czasami nie mam koncepcji na nazwę,
sama się nie chce objawić albo wszystko, co mi przychodzi do głowy wydaje się nie takie.

A nazwa to wbrew pozorom bardzo ważna rzecz.

Jak wiecie, moje wzory są na ravelry, a to anglojęzyczna strona i wzory też dla anglojęzycznych,
Nie powinny się więc nazywać czysto po polsku,
a już na pewno nie mogą mieć w nazwie polskich znaków, bo obcojęzycznym komputery nie ogarną.

To znaczy czysto po polsku mogą się nazywać, jak Zosia czy Marysia,
ale to są imiona, które w bardzo wielu anglojęzycznych wywołują wspomnienia dzieciństwa, babć i prababć i ogólnie polskich korzeni,
co jest bardzo pozytywnym wzmocnieniem.

Nawet nie spodziewałam się, że aż tylu Amerykanów jest polskiego pochodzenia!

Czyli, czysto polskie nazwy są fajne, ale nie należy przesadzać i wybierać kolejnych świętych według kalendarza.

Kolejne kryterium to pewna ‚międzynarodowość’
i łatwość zapamiętania nazwy
oraz możliwość wymówienia jej bez większych kłopotów.

Nazwa powinna być taka, żeby w miarę łatwo wpadała i w oko, i w ucho,
i to w dodatku znowu – tak oko jak i ucho międzynarodowe.

To znaczy bez przesady.

Choć jednak coś w tym jest.

I jest jeszcze jeden aspekt –
nazwa nie powinna być zbyt popularna, bo wtedy słabo ją widać w wyszukiwarce ravelry.

Ginie wśród innych wzorów o tej samej lub bardzo podobnej nazwie.

A nie o to przecież chodzi, prawda?

 

Czasami nazwa objawia mi się sama,
i tak jest najprościej, najszybciej i najwygodniej,

czasami ktoś albo coś mi ją zasugeruje,
gdzieś coś zobaczę czy usłyszę, i akurat podejdzie,

a czasami zupełnie nic
i wtedy męczę się w oczekiwaniu natchnienia…

A jak już własne pomysły zawiodą i nic nie przychodzi do głowy,
to wtedy
wchodzę na google maps.

Wybieram jakiś kraj, w którym mówią bardziej obcym językiem niż te najbardziej znane,

najchętniej nie – indoeuropejskim, czyli prawie cały Stary Kontynent odpada,

i chodzę sobie po małych wioskach i wioseczkach
aż coś mi się objawi.

Tak właśnie było z Nurmą i Nurmesem.

Za natchnienie posłużyła mapa Finlandii,
język ugrofiński, i w przeciwieństwie do węgierskiego nie ma nadmiaru spółgłosek,
żadnych kropek i przecinków nad nimi,
słowa krótkie i dźwięczne.

To znaczy dźwięczne dla mojego oka, bo jeśli o ucho chodzi to nie mam pojęcia oczywiście 🙂

Coś tam ciekawego w tej Finlandii zobaczyłam
i w tym momencie ktoś mnie rozproszył na chwilę,
o coś się pytał chyba.

 

Odwróciłam wzrok od monitora i oryginał mi umknął, a pamięć nie mogła się zdecydować czy to był Nurmes czy Nurma czy jeszcze coś podobnego.

Zaimprowizowałam więc rodzeństwo,
ciemniejsza i z bardziej neutralnym wzorem została Nurmesem,
żeby mogła ewentualnie wystąpić w roli męskiej,
a jaśniejsza i już typowo kobieca została Nurmą.

I już całkowicie przypadkiem wyszło, że Nurmes,
jako ten młodszy,
jest minimalnie mniejszy,
a starsza Nurma – większa 🙂

wzór na Nurmę też już dostępny, kosztuje 18zł 🙂

przez ravelry oraz bezpośrednio ode mnie – y.mleczyk@gmail.com

pozdrawiam jesiennie,
dalej nie zmieniłam opon … eh, jak ja tego nie lubię robić!!!

ps. zdjęcia takie różne kolorystycznie, bo robiłam dwa razy, pierwszy dzień był słoneczny, a drugi nie 🙂 i dlatego wygląda, jakby były dwie czapki 🙂

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii czapki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.