Czapka w owieczki :)

Zabierałam się do niej jak pies do jeża.
Długo, z zastanawianiem, czy warto, i dużą dozą wątpliwości.
Aż w końcu nadszedł ten moment, czapka wjechała na druty, a ja na drogę eksperymentów 🙂


Najpierw – źródło.
Od jakiegoś czasu na Szetlandach odbywa się ‚Wełniany Tydzień’,
impreza doroczna, świętująca najbardziej północne owce Wielkiej Brytanii oraz przemysł wełniany i dziewiarski 🙂
Po angielsku nazywa się to ‚Shetland Wool Week‚ i z roku na rok staje się coraz bardziej prestiżowym spotkaniem osób związanych z dziewiarstwem, produkcją wełny, farbowaniem i robieniem na drutach.

Taki tydzień to mnóstwo warsztatów, wykładów, wystaw oraz spotkań z ciekawymi ludźmi.
I dodatkowo jest jeszcze oficjalny wzór promujący wydarzenie w danym roku.
W 2015 był to właśnie Baa-Ble Hat,  czyli czapka w owieczki.

Zwróciłam na nią uwagę już dawno temu,
ale długo wahałam się, czy to wrabianie kolorów to jest akurat dla mnie.
I pewnie zastanawiałabym się do dzisiaj, gdyby nie koleżanka, która mnie o taką owieczkową czapkę poprosiła dla siebie.
Od razu wahania mi przeszły, i zmotywowałam się do działania 🙂

Tak mam, że jak dla kogoś – to od razu i bez gadania,
a jak dla siebie, to odkładam na potem, zastanawiam się i zebrać nie mogę.
I to chyba nie jest tak do końca dobra cecha charakteru, niestety.

Wątpliwości miałam dwie.
Pierwsza, to że ja luźno dziergam, a tam jakąś okropnie dużą liczbę oczek trzeba nabrać, i nie bardzo jest jak zmniejszyć ich ilość nie niszcząc układu owieczek i padającego na nie śniegu.
Postanowiłam na wszelki wypadek wziąć nieco cieńszą włóczkę niż zalecana.
Ale i tak czapka wyszła mi dość duża, a przede wszystkim za długa.
Sprułam dobrych 10 rzędów i zakończyłam mocno na siłę, dzięki czemu nie spada na nos 🙂

A druga wątpliwość, to był problem z tymi nitkami z tyłu.
Obejrzałam parę filmików na youtubie, dało mi to ogólne poczucie, że to proste nie jest tak robić na raz w dwa kolory, oraz, że te nitki z tyłu koniecznie trzeba zaplątywać.
I tak sobie plątałam, właściwie każdy rząd inaczej, i wyszło różnie.
Najbardziej bałam się tych owieczek, tam jest dużo oczek jednego koloru, a drugi musi z tyłu za nimi się przeciągnąć. Nie wyszło idealnie, ale koleżanka pocieszyła mnie, że taka owieczka z natury jest kędzierzawa, i w związku z tym oczka też nie mogą za równo i płasko leżeć 😉

Następną czapkę zrobię dla siebie, i wezmę jeszcze cieńszą wełnę.
Oraz zmodyfikuję sobie długość tak, żeby mi nie spadało na oczy.
Oraz chyba jednak nie będę robiła wywynięcia.

Pozdrawiam zimowo 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.