O kłopotach z łatwą chustą

Wspólne dzierganie na FB rozwija się i kwitnie, a ja w tak zwanym międzyczasie – dziergam.
Chusta bladoniebieska, opisywana jako łatwa i prosta.
Niestety nie do końca taka się okazała 🙂

O czym opowiem poniżej – czytajcie dalej!

Włóczkę miałam przecudnej urody i bardzo przyjemnej jakości, Debbie Bliss Blue Faced Leicester DK, a że już z niej robiłam Thurmonty – wiedziałam z góry, że będzie miło.

I miło było.
Przez pierwsze parę rzędów 🙁

Opis zachwala, że to chusta bardzo prosta.
Bo się robi same oczka prawe.
I to jest rzeczywiście proste – robić prawe oczka.

Ale
dodaje się te oczka bez plisy brzegowej, po obu stronach robótki, w identyczny sposób!!!
i już zaraz natychmiast pogubiłam się totalnie w temacie, która strona prawa, a która lewa, bo obie wyglądają identycznie!!!
zaznaczyłam prawą przy pomocy niebieskiej nitki,
trochę pomogło.
podkreślam.
trochę!!!

w dodatku,
niektóre oczka dodaje się tylko co 4 rzędy
i to okazało się kolosalnym problemem dla mojej rozkojarzonej koncentracji.

niby pamiętałam, że robię właśnie trzeci rząd, ale zaraz potem mi się przestawiało, że może jednak już czwarty? 
albo dopiero drugi?
nie bardzo dawało się poznać na pierwszy rzut oka,
myliłam się co chwila

i prułam 🙁
prułam, prułam, prułam …

bo nagle okazywało się, że już jestem w piątym rzędzie, a tu w czwartym oczka nie dodane …

prawdziwa ulga, gdy się ta część francuska skończyła wreszcie
i te łatwe i przyjemne oczka prawe razem z nią!!!

z radością w sercu i na obliczu przystąpiłam do ażuru, i poszło błyskawicznie.
idealnie pięknie, szybko i bez pomyłek :)))

Pikotki też były miłe i dały się zrobić bezproblemowo 🙂

A najfajniejsze było na końcu.
Pochowałam nitki, namoczyłam, zaopatrzyłam się w dużą ilość szpilek – wszak pikotki.
I jak to zawsze przy chustach bywało, uzbroiłam w cierpliwość.
Bo to naciągnie, układanie, dopasowywanie i przestawianie szpilek 
niestety wymaga sporej ilości wewnętrznego spokoju i opanowania.
A czasami to trwa, i trwa, i trwa bez końca, bo ciągle się wydaje, że mogłoby być lepiej.

A tym razem – po raz pierwszy w życiu – chusta po rozłożeniu od razu przyjęła właściwy kształt,
wystarczyło minimalnie ją ponaciągać i wygładzić.
Przypiąć pikotki.
I już.
tak zupełnie prawie bezwysiłkowo się to odbyło!!!

i w zamian wybaczyłam jej te wszystkie prucia przy francuzie :)))

Chusta nazywa się Beckley, ale nie poleciłabym jej jako ‚perfect first lace shawl’, mnie przysporzyła sporo prucia i zgrzytania zębami.
Choć to może być spowodowane po prostu brakiem ‚chemii’ między mną i ściegiem francuskim …

Zapraszam na wspólne dzierganie!!! idzie nam tam coraz lepiej, pierwsze chusty już gotowe, ostatnie jeszcze nie zaczęte 🙂 każdy jest mile widziany, atmosfera przyjacielska, a wszystkie problemy wspólnymi siłamy rozwiązujemy w mig :)))

Pozdrawiam zimowo 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.