Trójkolorowa, trójkątna, dwustronna :)

Zamotka na szyję, wszak lato nas nie rozpieszcza, a mniej odporni na optymizm już prorokują długą i chłodną zimę 🙂

W zeszłym tygodniu znów mi nie wyszło z postem, coś te letnie miesiące mają do siebie, że zwalniam tempo, a i motywacji do działania jakby mniej.
To znaczy do działania komputerowego, poza tym to nawet idzie do przodu 🙂

Chusta taka bardziej eksperymentalna, zaczęło się od 3 resztek skarpetkowych i całkowitej nieumiejętności robienia pasków, a konkretniej to takiego zmieniania kolorów, żeby nie trzeba było ciąć nitek i potem ich wciągać tylko żeby zmieniać bez tej całej zabawy. No i żeby to ładnie wyglądało!

Ta resztka w środku była największa, i miała być bazą. Najpierw bawiłam się w dwa kolory, szło różnie i mam wrażenie, że przy każdej zmianie inaczej te włóczki przekładałam.
Niewiele się nauczyłam, bo od razu na początku spostrzegłam, że przy takich kolorach to zupełnie nie da się prześledzić manewrów z poprzedniego rzędu, wszystko się zlewa i przenika.

Po jakimś czasie uznałam, że jednak te dwa kolory to nie będzie dobrze, i dołożyłam trzecią resztkę, tę z lewej. Zabawa zrobiła się bardziej skomplikowana o tyle, że musiałam pamiętać przy którym kolorze jestem i który ma być następny,
no a ten trzeci miał się tylko przesmyknąć i zahaczyć, żeby nitka nie wisiała.
Szło całkiem fajnie, mogłam sobie dokonywać dowolnych akrobacji, i tak nic nie było widać 🙂

Jedyne, o co musiałam dbać, to ogólny układ kolorów, jak widać powyżej na początku (czyli patrząc od prawej) było jaśniej, i potem sukcesywnie odcień robił się ciemniejszy.

Ścieg francuski też coraz bardziej mi się nudził, jednak ażur, choćby najprostszy, nadaje robótce smaku.
Więc sobie te ażury wstawiałam coraz częściej 🙂

Wzór zasadniczo jest modyfikacją Dobroszki – ta sama konstrukcja, te same pikotki i te same ściegi – francuz i ażur,
a jedyne inne to układ ażuru względem francuza.
No i zupełnie inny typ włóczki – kolorowa, melanżowa, samorobiąca efekt.
Jak dla mnie eksperyment, bo za takimi włóczkami nie przepadam, nie lubię, jak ‚ktoś za mnie myśli’, wolę gładkie i z nich bardziej skomplikowane wzory.

Ale eksperyment udany, z jednej strony rzeczywiście robi się dość nudno bo nic się nie dzieje, ale z drugiej – fajnie patrzeć, jak się te kolory układają na drutach.
Poziom zadowolenia układa się w strefie stanów wysokich :)))

Pozdrawiam ciepło i brzoskwiniowo – już są Inki i właściwie przestałam jeść cokolwiek innego 🙂
Mój organizm zawsze w sierpniu przestawia się na dietę prawie wyłącznie broskwiniowo-śliwkową i potem wracam do pracy we wrześniu o jakieś 3 kilo chudsza. Czego i Wam serdecznie życzę :)))

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.