Droplet

czyli kropelka. Tak mi spasowała ta nazwa.
Kolor włóczki to driftwood, drewno niesione przez rzekę i wyrzucone na brzeg, bardzo wakacyjnie się kojarzy. Do tego wyobraźnia podsunęła mi kropelki deszczu tak zawieszone na gałęziach, i już nie było innej opcji – chustę ochrzciłam Droplet.

Chusta wydziergana na początku wakacji, potem było dłuuuugie testowanie, potem jeszcze ja nie nadążałam z ogarnięciem codzienności, i tak zeszło do połowy września.

Chyba się uzależniłam od robienia chust, jak nie mam jakiejś na drutach albo przynajmniej w głowie w fazie koncepcji, czuję się jakoś nie do końca dobrze.
I tak się zastanawiam, na ile takie uzależnienie może być szkodliwe. Bo na pewno może, każde uzależnienie niesie w sobie jakieś zagrożenie. Na razie nie planuję odwyku, jestem w fazie obserwacji.

Testowanie trwało prawie dwa miesiące. Okazało się, że wakacje to nie jest za dobry okres do testów, co i rusz któraś anglojęzyczna się wykruszała, albo potrzebowała przedłużenia terminu, albo po prostu znikała z sieci. Polskie testerki też sobie dziergały powoli, ja nie poganiałam, i tak zeszło.

Ale już wszystko gra, wzór opublikowany, i po polsku i po angielsku (TUTAJ lub bezpośrednio ode mnie)
i powolutku czas przestawiać się na czapki i rękawiczki 🙂

Nawet jedną czapkę już skończyłam, a drugą zaczęłam, ale jakoś słabo mi idzie.
Nie mam tego wewnętrznego impulsu, że to już czas i że to dzierganie ma sens …
A Wy jak z tym stoicie, dziergacie czapki o tej porze roku? Tak z zamiłowaniem i zaangażowaniem?

Pozdrawiam bardzo ciepło i ażurowo :)))

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.